Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Opinie

Chiny na wojnie z k-popem

13 października 2021
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty

K- pop, czyli koreański pop, jest powszechną częścią kultury popularnej. Zespoły muzyczne, tworzone jak dobrze prosperujące maszyny biznesowe przyciągają miliony fanów. Jednym z najpopularniejszych jest zespół BTS. Ma dziesiątki milionów fanów na całym świecie, ci najzagorzalsi znani są pod miłym akronimem ARMY. BTS ostatnio boryka się ze zdecydowanymi działaniami władz Chin w reakcji na rosnącą popularność k-popu w tym kraju. Traktowane jest to jako walka kulturowa, ale powiedzmy sobie jasno, że chodzi również o walkę informacyjną.

W Chinach wdrożono reżim czyszczący kulturę z obcych naleciałości. Udział w operacji chętnie biorą giganty elektroniczne, jak platforma mikroblogowa Weibo. Wdrożyły już one blokady kont związanych z różnymi zespołami k-pop. Douyin (TikTok), Tencent i Weibo ze zrozumieniem podeszły do żądań rządu, ochotniczo narzucając sobie samodyscyplinę, by stać na straży czystości cyberprzestrzeni. Niedawnych blokad kont dokonano oficjalnie z powodu „irracjonalnych zachowań w pogoni za gwiazdami”. To pewnie nie koniec. Bo w tym przypadku dostrzegamy zastosowanie strategii tzw. cyfrowego leninizmu. Zgodnie z nią infrastruktura, technologie i znaczący aktorzy rynkowi powinni być narzędziem Komunistycznej Partii Chin. Kontrola będzie więc silniejsza, bo partia uznała, że z troski o suwerenność należy stać na straży kultury i informacji. Pekin wskazuje na obcość k-popu. Zarzuca mu, że promuje „niestandardowe zachowania” w rodzaju „promocji »niang pao«”, pejoratywnego odpowiednika „zniewieściałych mężczyzn” lub „maminsynków”. W Chinach nie podoba się szerzenie kultury dopuszczającej noszenie przez mężczyzn kolczyków czy stosowanie makijażu. W rządowych mediach określa się to mianem „nienormalnej estetyki”.

Dużo ważniejsze od kultury i estetyki może być jednak to, że koreańskie zespoły słyną z dużych grup fanów, w dodatku bardzo sprawnie się organizujących. Widać to na całym świecie. W USA polityczny aktywizm tych grup był widoczny przy okazji zakłócania spotkań przedwyborczych Donalda Trumpa. W Chinach fani zdołali w ciągu godziny zebrać ponad 1 mln dol. na prezent dla jednego członka zespołu BTS. Zbiórki są także prowadzone na cele publiczne, np. budowę szkoły czy drogi. Taka sprawność organizacyjna to pewnego rodzaju klątwa w Chinach, gdzie władze mają baczenie na możliwości oddolnej organizacji ludzi w obawie o stabilność systemu. A to już prosta droga do zwrócenia na siebie uwagi ośrodków odpowiedzialnych w Chinach za bezpieczeństwo, w tym przypadku bezpieczeństwo informacji.

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.