Wychodząc z kryzysu, zaakceptujmy wyższy dług
F inanse naszego państwa wyjdą z obecnego kryzysu bardzo poobijane. Konieczność finansowania hojnych pakietów pomocowych sprawi, że wskaźnik długu publicznego – tak jak definiuje go Komisja Europejska – wzrośnie o prawie jedną trzecią z 46 do 59 proc. PKB. Wzrost długu publicznego według polskiej definicji będzie mniejszy – na koniec roku dług ten znajdzie się prawdopodobnie w przedziale 50–55 proc. PKB.
Stanie się tak jednak tylko dlatego, że – podobnie jak w poprzednich kilkunastu latach – zastosujemy księgowe sztuczki, które wypchną zadłużenie poza ustawowo zdefiniowany sektor finansów publicznych. Tym razem przynajmniej jest to uzasadnione. Zapisy ustawowe nie powinny w obecnej sytuacji powstrzymywać rządu przed działaniami niezbędnymi dla utrzymania polskiej gospodarki na powierzchni. To nam się w długim okresie po prostu opłaci. Zasadnicze pytanie, które pojawia się w związku z podejmowanymi obecnie działaniami, brzmi, co potem. Jak będzie wyglądała polska polityka fiskalna w fazie wychodzenia z kryzysu?
Bez zmiany reguł nastąpią lata zaciskania pasa. Jeśli pozostaniemy przy obecnych regułach fiskalnych, czekają nas długie lata austerity. Po pierwsze, nasz dług według krajowej definicji będzie się zbliżał do drugiego progu ostrożnościowego, którego przekroczenie oznaczałoby bardzo gwałtowne zaciskanie pasa. Po drugie, reguła wydatkowa jest tak skonstruowana, że w długim okresie dąży do sprowadzenia długu publicznego poniżej 43 proc. PKB. Zgodnie z jej zapisami, gdy dług znajduje się w przedziale 43–48 proc. PKB, rząd ma obowiązek odjąć od planowanych wydatków na kolejny rok 1,5 proc. (prawie 15 mld zł). Gdy dług publiczny wynosi więcej niż 48 proc. PKB, kara jest jeszcze wyższa i wynosi 2 proc. (prawie 20 mld zł).
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.