Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Opinie

Rację miał Bismarck, czyli co wiemy o Krajowej Radzie Sądownictwa

20 września 2021
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty

Transmisje online posiedzeń Krajowej Rady Sądownictwa - to była właściwie jedyna spośr ó d zmian, jakie PiS wprowadził w tym organie w 2017 r., kt ó rej szczerze przyklaskiwałam. Zawsze bowiem uważałam, że im bardziej transparentne są działania podmiot ó w państwowych, tym lepiej dla obywateli. O naiwności! Dziś, po prawie czterech latach i setkach godzin spędzonych przed monitorem komputera, muszę zgodzić się z Ottonem von Bismarckiem, kt ó ry mawiał, że im ludzie mniej wiedzą o powstawaniu kiełbas i praw, tym lepiej śpią w nocy. Ja od kilku lat śpię coraz gorzej, choć nie dlatego, że obejrzałam filmik z zakładu masarskiego czy transmisję z obrad parlamentu. M ó j spok ó j został zachwiany po tym, jak zaczęłam skrupulatnie śledzić w sieci prace obecnej KRS. A czara goryczy przelała się, gdy zobaczyłam, do czego doszło na ostatnim posiedzeniu organu, kt ó ry z woli ustrojodawcy ma przecież stać na straży niezawisłości sędzi ó w i niezależności sąd ó w.

Chodzi oczywiście o słynne już głosowanie, w którym wzięła udział osoba do tego nieuprawniona, czyli żona jednego z członków rady - sędziego Zbigniewa Łupiny. Na nagraniu z wrześniowego posiedzenia wyraźnie słychać, jak kobieta pyta, czy ma oddać głos na tak czy na nie. Głosowanie bowiem odbywało się zdalnie, a pech chciał, że mikrofon u państwa Łupinów pozostawał cały czas włączony. No i zrobiła się z tego awantura na cztery fajerki. I nie ma się co dziwić, wszak udział osoby nieuprawnionej musi skutkować nieważnością czynności podjętej z jej udziałem. Do sytuacji odniósł się sam przewodniczący KRS, który zapowiedział, że zbada sytuację. Można by więc uznać, że nie ma co załamywać rąk, sprawa zostanie wyjaśniona, a konsekwencje wobec winnych wyciągnięte. Można by, gdyby nie to, że już raz takie szumne zapowiedzi przewodniczącego spełzły na niczym. Mam tutaj na myśli aferę z tzw. dietodniówkami. Wówczas również podjęto czynności wyjaśniające, a koniec końców okazało się, że - choć pieniądze za wątpliwą pracę zostały zainkasowane przez konkretne, znane wszystkim z imienia i nazwiska osoby - winnych nie ma.

Mój głęboki sceptycyzm co do tego, czy zostaną wyciągnięte konsekwencje wobec winnych obecnej afery, wzmacnia również zachowanie samego sędziego Łupiny. W wywiadzie dla portalu wp.pl stwierdza on m.in., że nie ma sobie nic do zarzucenia, i wypiera się tego, że głos oddała za niego żona. Cała rozmowa jest zresztą tak absurdalna, że szczerze polecam ją wszystkim, którzy lubią poczucie humoru rodem z brytyjskiego serialu z lat 80. pt. Czarna Żmija.

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.