Tajność ponad podziałami
Tajność w SN była od zawsze. Najlepszym dowodem na to jest fakt, że dopiero kilka dni temu poznaliśmy protokoły ze Zgromadzeń Ogólnych Sędziów SN, podczas których wybierano kandydatów na I prezesa. Przez całe lata dokumenty te – tak istotne – były dla opinii publicznej niedostępne.
Z ubolewaniem trzeba stwierdzić, że kult tajności do potęgi entej podniosła była już I prezes Małgorzata Gersdorf. Jej niechęć do udostępniania informacji publicznej była tak wielka, że nie chciała wykonać prawomocnego wyroku NSA. Sprawa dotyczyła wniosku złożonego przez fundację ePaństwo, która zażądała udostępnienia informacji o wydatkach poniesionych ze służbowych kart kredytowych przysługujących niektórym sędziom i pracownikom SN. Pierwsza prezes uznała, że udostępnienie takiej informacji jest niemożliwe ze względu na... rotę przysięgi sędziego. A to dlatego, że ujawnienie wydatków sędziów stanowiłoby niedochowanie... tajemnicy bankowej. To kuriozalne wytłumaczenie zostało zmiażdżone przez NSA, co nie przeszkadzało I prezes nadal odmawiać realizacji wniosku. Poskutkował dopiero tekst w DGP, który podchwycił minister sprawiedliwości. Małgorzata Gersdorf dane przekazała. I okazało się, że sprzeczała się o zasadę, bo nie było jakichkolwiek nieprawidłowości przy wydatkowaniu środków za pośrednictwem kart.
Kilkanaście dni temu poprosiłem SN o wskazanie, czy kontrkandydat Małgorzaty Gersdorf do objęcia fotela I prezesa w 2014 r. prof. Lech Paprzycki uzyskał większość głosów zgromadzenia, mniejszość czy równo połowę. Prosiłem o to, bo część ekspertów uważa, że tylko popierani przez większość mogą być przedstawieni prezydentowi do wyboru. A ja wiedziałem, że Paprzyckiego poparła mniejszość, a przedstawiony został – brakowało na to jedynie dowodu w postaci dokumentu.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.