Ballada o zamachu
Raporty z sekcji i wyniki śledztw rozpalają Polaków mniej niż trzeciorzędna literatura. Tak było w przypadku śmierci gen. Sikorskiego
W roku 1967 niemiecki dramaturg Rolf Hochhuth ukończył prace nad dramatem „Żołnierze. Nekrolog Genewy”. Data premiery została wybrana nieprzypadkowo. Otóż na rok wystawienia sztuki przypadła setna rocznica uchwalenia pierwszej konwencji genewskiej. Pokrętnie wykoncypowana zbieżność miała przekonać czytelnika, że „Żołnierze…” to osobisty hołd Hochhutha dla pokoju.
Od zakończenia wojny nie upłynęło sporo czasu i wiele bolesnych ran wciąż się nie zasklepiło. O ile więc język niemiecki w wielu częściach okaleczonej Europy budził w najlepszym wypadku niechęć, o tyle słowo „Soldaten” wywoływało wręcz emocje skrajne. Społeczność międzynarodowa nie dojrzała jeszcze do tego, by również w pewnej części narodu niemieckiego dostrzec ofiary nazizmu. Niewielu było takich, którzy litowali się nad zmiecionym z powierzchni ziemi Dreznem, skoro z gruzów nadal mozolnie dźwigały się Warszawa, Mińsk i Belgrad.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.