Może niech już lepiej będzie po staremu
L epsze wrogiem dobrego? Minister finansów nie pierwszy raz dał nam do zrozumienia, że gdy zmienia bądź inicjuje preferencyjne rozwiązania, nie robi tego po to, by budżet tracił. Przeciwnie, to sygnał, że nawet gdy preferencja się utrzyma, straci na atrakcyjności.
Ileż było przekonywania, że nie mają sensu pojedyncze, w wybranych tylko miejscach, specjalne strefy ekonomiczne. Lepiej, żeby terytorium całego kraju było jedną wielką strefą inwestycyjną. I faktycznie tak się stało, odkąd w połowie 2018 r. weszła w życie ustawa o wspieraniu nowych inwestycji. Szkopuł w tym, że firmy, które nie załapały się na dotychczasowe zezwolenie na działalność w specjalnej strefie ekonomicznej (bądź zezwolenie to im już wygasło), stracili nieporównanie więcej niż zyskali.
Początkowo nic nie zwiastowało pogorszenia. Przez niemal rok dyrektor Krajowej Informacji Skarbowej potwierdzał, że zwolniony z CIT i z PIT jest cały dochód z działalności objętej decyzją o wsparciu. Potem jednak zmienił zdanie i stwierdził, że preferencją są objęte tylko zyski z nowej inwestycji. Przed problemem stanęły firmy, które rozbudowują swoje przedsiębiorstwa. Okazało się, że w czasie, na który została im wydana decyzja o wsparciu, mogą po prostu nie zdążyć z wykorzystaniem przyznanej im pomocy publicznej.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.