Dlaczego ceny rosną i kto jest temu winien
Rząd postawił słuszną diagnozę: podnoszenie stopy inwestycji jest konieczne. ale nie tylko nie osiągnął celów zapisanych we własnej strategii, ale wręcz się od nich oddalił
Mamy dwa nurty w dyskusji o rosnących cenach. W pierwszym pobrzmiewają poważnie brzmiące ostrzeżenia („grozi nam stagflacja”), nawet z domieszką histerii („szalejąca drożyzna”, „drenowanie kieszeni Polaków”); w drugim raczej lekceważenie („to przejściowe”), z odrobiną imposybilizmu („to nie zależy od polityki pieniężnej”).
Pierwszy nurt każe nam przyjąć perspektywę nadciągającej katastrofy. Stagflacja to zjawisko niebezpieczne. Występuje w nim gwałtowny wzrost cen w warunkach gospodarczej stagnacji czy nawet recesji. Dziwactwo, w którym popyt jest albo słaby, albo nawet spada, a mimo to ceny rosną, co dobija gospodarkę, stając się dodatkową zaporą dla konsumpcji prywatnej. Dodatkową, bo stagnacja (zupełne wyhamowanie aktywności gospodarczej) oznacza raczej małe prawdopodobieństwo podwyżek płac, a w recesji (czyli „zwijaniu się” gospodarki) rosnące bezrobocie to naturalny element krajobrazu. Tak czy owak dochody albo nie rosną, albo spadają – a tu ceny jeszcze szybują w górę. To właśnie jest stagflacja, której świat po raz pierwszy doświadczył w latach 70. poprzedniego wieku, gdy najpierw USA zrezygnowały ze standardu złota (pokrycia dolara w kruszcu), a wkrótce potem kraje arabskie zrzeszone w OPEC nałożyły embargo na dostawy ropy na kraje popierające Izrael w wojnie Jom Kipur. Zerwanie dolara ze złotej kotwicy (powiązane z jego 10-proc. dewaluacją) w połączeniu z szokiem podażowym (cena baryłki ropy wzrosła czterokrotnie) wywołały inflacyjny skok, z jednoczesnym wepchnięciem gospodarek Zachodu w stagnację.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.