Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Opinie

Fort Biden nie stanie. Myślmy sami o sobie

Sekretarz obrony Lloyd Austin zapowiedział przyjazd do Niemiec 500 amerykańskich żołnierzy
Sekretarz obrony Lloyd Austin zapowiedział przyjazd do Niemiec 500 amerykańskich żołnierzy
15 kwietnia 2021
Ten tekst przeczytasz w 5 minut

A merykański sekretarz obrony Lloyd Austin zapowiedział we wtorek, że liczba amerykańskich żołnierzy w Niemczech wzrośnie o ok. 500, w sumie będzie ich dobrze ponad 30 tys. Odbyło się to na konferencji prasowej w Berlinie, po spotkaniu z niemiecką minister obrony Annegret Kramp-Karrenbauer. Jest to w kontrze do tego, co jeszcze w ubiegłym roku zapowiadał prezydent Donald Trump, mówiąc o wycofaniu zza Odry prawie 12 tys. mundurowych. Już w lutym tego roku jego następca prezydent Joe Biden zapowiedział rewizję tej decyzji i zgodnie z tym, co przewidywaliśmy na łamach DGP, amerykańscy żołnierze nad Renem pozostaną.

Zwiększenie tej liczby i utworzenie dwóch nowych dowództw w Wiesbaden, co łączy się z przeprowadzką ok. 750 członków rodzin żołnierzy, jest jasnym sygnałem, że Jankesi się nigdzie z Niemiec nie wybierają i że ten kraj jest kluczowym sojusznikiem w Europie. – To przesłanie dla NATO: wspieramy Sojusz w pełnym zakresie. A co najważniejsze, cenimy relacje z naszym partnerem tutaj w Niemczech. Dlatego będziemy nadal wzmacniać nasze partnerstwo i sojusz – mówił we wtorek sekretarz Austin. To dobrze koresponduje z wcześniejszymi słowami sekretarza stanu Antony’ego Blinkena, który wprost mówił, że najbardziej istotnym sojusznikiem Stanów Zjednoczonych w Europie są Niemcy. I z polskiej perspektywy nie ma się co oszukiwać, że nieporozumienia odnośnie do gazociągu Nord Stream 2 to zmienią. Pomijając „drobny” fakt, że niemiecka gospodarka jest sześć‒siedem razy większa niż polska, to z wojskowego punktu widzenia Niemcy są doskonałą „bazą wypadową” do wszelkich działań w Europie. To w tym kraju i na zachód od niego są porty, do których bez problemu przypływają okręty i statki z amerykańskim sprzętem wojskowym, to tutaj jest zbudowana odpowiednia infrastruktura, by mogły stacjonować dziesiątki tysięcy amerykańskich żołnierzy.

Ale zwiększenie liczby Amerykanów w Niemczech to dla nas doskonała wiadomość, bo wzmacnia Sojusz Północnoatlantycki, dla którego nie mamy alternatywy, a bajanie o niej jest intelektualnym hochsztaplerstwem. Polska miała swoje pięć minut w relacjach z USA, czy raczej z Donaldem Trumpem – udało nam się uzyskać zapewnienie, że przyjedzie do nas dodatkowy tysiąc żołnierzy (wcześniejsze zwiększenie obecności amerykańskiej o 5 tys. żołnierzy zostało ogłoszone jeszcze w czasie prezydentury Baracka Obamy). Dobre i to. Zapewne (dużo) więcej zyskać się nie dało, ale czas skończyć z myśleniem w kategoriach „Fort Trump”. Oczywiście nie ma tu sensu pastwić się nad ociąganiem się z uznaniem wyników wyborczych przez prezydenta Andrzeja Dudę – to zrobili już inni. Ale warto sobie uświadomić, że w temacie Warszawa – Waszyngton wróciliśmy do business as usual, czyli roli partnera mało istotnego. „Fortu Biden” nie będzie. I nie ma w tym nic nadzwyczajnego – nie jesteśmy Niemcami, Wielką Brytanią, Francją czy Włochami. I zapewnienia polityków, że wkrótce będziemy, można włożyć między bajki – nie ta siła gospodarki, nie ta liczba ludności i nie ten poziom zdolności wojskowych.

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.