Fundament to my, ludzie pracy
P o 30 latach powtarzania, że wydatki socjalne są niebezpieczne, przyszedł Kaczyński i jego PiS – i ni z tego, ni z owego mamy Polskę dobrobytu. Słabe musiały być wolnorynkowe przekonania PSL, PO, SLD, skoro tak szybko podjęły refren „nic, co dane…”. Z jednej strony opozycyjna krytyka „szkodliwej działalności PiS” szła w minionym czteroleciu pełną parą. Z drugiej krytyka ta doprowadziła do powielania rządowej wizji rozwoju gospodarczego – państwo ma dać, aby człowiek miał. Jak dorobił się własną pracą, trudno, jego problem. Trzeba było czekać, aż rząd przyjdzie i da. Nic, co dane, nie będzie odebrane…
Właściwie tylko niektórzy posłowie Konfederacji nie stosują się do tego motta Grzegorza Schetyny. Ponieważ jednak w grupie tej przeważa duch sowizdrzała, a nie duch walki o władzę, można powiedzieć ze smutkiem – realna opozycja ma w sferze wolności gospodarczej poglądy pisowskie. A przecież PiS dał, owszem, bo zabrał z górki budżetowej. Nie odmawiam mu zasług na polu walki z wyłudzeniami VAT, tylko stwierdzam – mógł nie przeznaczać tej (umownej) górki na takie czy inne oferty pomocy socjalnej. Mógł zainwestować w edukację czy w policję albo mógł po prostu nie zabierać pieniędzy podatnikom, a wydatki budżetu zmniejszyć.
Nie, nie nawołuję do wolnorynkowego oszołomstwa. Chciałbym tylko doczekać się w nowym roku przywództwa, które powie: „Co Wam oni zabrali, my oddamy” i będzie naprawdę chciało tak zrobić. I umiało – a po drodze potrafiło przekonać do wizji kraju, którego dobrobyt budują pracowici Polacy, a nie tylko pracowici urzędnicy.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.