Analogowa polityka nie istnieje
W styczniu runęło coś więcej niż mury amerykańskiego Kapitolu. Gdy wskutek wydarzeń w Waszyngtonie z 6 stycznia platformy internetowe zablokowały lub usunęły konta prezydenta Donalda Trumpa, bezpowrotnie upadła też fikcja, że „sprawy internetowe” i „prawdziwa polityka” to osobne porządki. Jeszcze do niedawna beztrosko traktowano rzeczy, które dzieją się „w internetach”, jako coś, co nie kształtuje decyzji politycznych na najwyższym szczeblu. Sprawy wiszące w internetowej chmurze wydawały się zbyt odległe dla twardo stąpających po ziemi zwolenników postrzegania świata wyłącznie w kategoriach „realpolitik”. Ktokolwiek jeszcze tak myślał, w styczniu musiał ostatecznie pożegnać się z tym złudzeniem.
Zbiorcza siła Facebooka, Google’a, Twittera i TikToka – a także zależnych od nich serwisów i usług – jest dziś po prostu potęgą, z którą muszą się liczyć najsilniejsi. To też punkt graniczny, za którym nie istnieje już regulacja dotycząca codziennego życia obywateli, która nie wymaga wejścia w konflikt z interesami takiego czy innego potentata cyfrowego biznesu. A to, co dotyczy spraw małych, tym bardziej stosuje się do najważniejszych wymiarów działania rynku i państwa.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.