Kulson zaatakował inspektora Gadżeta panzerfaustem
Doniesienia na temat zamachu na komendanta polskiej policji są porażające. Najpierw jedna z gazet poinformowała o tropie rosyjskim, wiążąc go ze Smoleńskiem 2010 i inwazją na Ukrainę rozpoczętą 2 4 l utego. Układanka znacznie się jednak komplikuje, gdy weźmiemy pod uwagę informacje o producencie broni. Są nim Niemcy. Granatnik dla niepoznaki nazywa się RGW - 90. Legendowano go nawet pochodzącym z języka hiszpańskiego rzeczownikiem – „matador”. Ileż tu podłości. Główny uczestnik korridy zadający śmiertelny cios szpadą to jednak w rzeczywistości stary, dobrze znany ze „Stawki większej niż życie” panzerfaust w wersji 3. Gdy ta prosta prawda wyszła na jaw, wszystko stało się jasne. Nietrudno było powiązać fakty.
Na kilka dni przed zamachem niemiecki kanclerz Olaf Scholz z okazji 70-lecia Komisji Wschodniej Niemieckiej Gospodarki (Ost-Ausschuss der Deutschen Wirtschaft) wezwał niemieckie środowisko biznesowe do kontynuowania sankcji wobec Rosji, ale jednocześnie podtrzymał perspektywę współpracy z tym krajem po zakończeniu wojny w Ukrainie. Pojednawczą deklarację złożył dwa razy w tym tygodniu. W sobotę dowiedzieliśmy się, że „jeśli nie będziemy rozmawiać (z Rosją), stanie się jeszcze mniej prawdopodobne, że zakończy ona wojnę”. Okazuje się, że zamachu na komendanta polskiej policji dokonali Rosjanie przy współudziale Niemców, co najmniej wykorzystując do tego Ukraińców. Chodziło o pozbycie się wysokiej rangi funkcjonariusza z państwa, które przez Kreml jest przedstawiane jako podżegacz wojenny. Taka mogłaby być wersja oficjalna, gdyby nie fakt, że sam komendant w końcu przyznał, że nieco zawiódł. Odłóżmy jednak żarty na bok i zastanówmy się, co z tego przykrego incydentu wynika.
Ukraińcy mają zwyczaj wręczania prezentów w formie broni tym, z którymi się przyjaźnią, których szanują lub z którymi współpracują. Jedna ze znanych mi dziennikarek otrzymała np. broń osobistą ukraińskiej produkcji z wygrawerowanym jej imieniem i nazwiskiem. To działa zresztą w dwie strony. Pozostając w przyjaźni z kimś z resortów siłowych po tamtej stronie, można podarować mu np. – no może nie broń dosłownie, ale dajmy na to zegarek z funkcjami balistycznymi.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.