Kto następny?
Putin nie jest już najwyższym autorytetem rosyjskich mas, ale to nie znaczy, że obali go ulica. Od tego, kto ostatecznie to zrobi (i czy w ogóle do tego dojdzie), zależy przyszłość
Parowóz dziejów przyspieszył – przynajmniej w Rosji. Jeszcze kilka miesięcy temu światowa opinia publiczna, a nawet znakomita większość ekspertów za pewnik przyjmowały twierdzenia o systematycznie rosnącej potędze moskiewskiego imperium i o dalekowzrocznej, skutecznej polityce kreowanego na cynicznego geniusza prezydenta Władimira Putina. Gdy wbrew chłodnej analizie faktów wskazującej, że otwarta agresja zbrojna przeciwko Ukrainie po prostu się Rosji nie opłaca, ów domniemany geniusz jednak wysłał do boju swoich sołdatów, ten sam chór wieszczył rychły sukces Kremla przy biernej postawie reszty świata. Nieliczni dowodzili, że tak być nie musi, bo Zachód, choć politycznie podzielony, ma jednak dość bezczelności Putina, Ukraina wcale nie jest taka słaba, jak się wydaje rosyjskim elitom i ich sojusznikom, zaś rosyjska potęga opiera się na bardzo słabych fundamentach. W związku z tym – prognozowali – brak szybkiego rozstrzygnięcia militarnego i przekształcenie się wojny w długotrwały konflikt na wyczerpanie może spowodować poważne turbulencje wewnętrzne, prowadzące w pewnych scenariuszach nawet do zmiany reżimu lub rozpadu Federacji. Ponad pół roku po rosyjskim ataku tego rodzaju prognozy, początkowo wyśmiewane przez „realistów”, zaczynają wyglądać na całkiem bliskie spełnienia.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.