Dziennik Gazeta Prawana logo

Polska zginęła/nie zginęła, ale jest nasza

27 października 2023

Milicjanci gonią chłopaków, gonią, dopadają i, pach, od razu dają im w zęby. Obrazek z wystawy „Męczeństwo narodu polskiego w czasach komunizmu”... Obrazek w tym znaczeniu typowy, że lat temu 50 czy 70 niespecjalnie by dziwiło takie zachowanie stróżów porządku.

„Walnąć kogoś w mordę” albo „nauczyć rozumu” nie były traktowane lata temu jako wyrażenia, za przeproszeniem, komunistyczne, przywiezione gdzieś z czerwonego wschodu. I przed wojną, i po wojnie wiadomo było, że pan władza nie bardzo się certoli. Czy gdyby cudownym zrządzeniem losu przedwojenna sanacja wróciła z Londynu w 1945 r., to dajmy na to, przodownik Policji Państwowej Mamuła byłby grzeczniejszy niż Mamuła, kapral Milicji Obywatelskiej – i ręce trzymałby przy sobie? Pytanie o tyle pokrętne, że konia z rzędem temu, kto wejdzie w skórę sanacji hipotetycznie rządzącej w Polsce przemielonej ekstremalnym doświadczeniem lat okupacji.

Przecież jednak nie chodzi o to, by na pytanie odpowiedzieć, lecz by zastanowić się nad innym – ile w przemocy peerelowskiej było przemocy specyficznej dla ustroju, ile charakterystycznej dla epoki. To, co postępowało w demokratycznej Europie po 1945 r. – spadek uznania dla stosowania siły wobec społeczeństw i jednostek, krępowanie rąk państwowego aparatu przymusu, budowa innej kultury prawnej, odkrycie piękna kultury miękkiej relacji między jednostkami – mogło także wydarzyć się w Polsce. Ale zostaliśmy po wschodniej stronie żelaznej kurtyny, zatem proces krępowania władzy i zmiękczania relacji przechodziliśmy ułomnie i niespiesznie (a dopóki trwał stalinizm, to wcale). U nas też epoka się zmieniała, ale swoiście. Chciałoby się rzec, że europeizowaliśmy się po peerelowsku.

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.