Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Opinie

Szoferacy przy klawiaturze

6 października 2023
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty

Ponieważ jedną z ulubionych książek mojego dzieciństwa były gawędziarskie wspomnienia Melchiora Wańkowicza „Tędy i owędy”, to w wieku dojrzałym nieraz się zastanawiałem, czy samemu takich „wspomnień” nie strzelić. Zwłaszcza kiedy już przyswoiłem sobie prawdę, że autorzy kreślący kolorową kredką zapis własnego życia nie silą się na bezkompromisową prawdomówność. Niestety, chociażby nie wiem, jak się starać, we wspomnieniach nie da się zazwyczaj uniknąć ujawniania (i naciągania) prawdy o innych osobach niż autor. Mam z tym potężniejące trudności.

Owszem, o publicznych wypowiedziach pisze mi się łatwo, o poglądach jeszcze łatwiej, ale w sprawach zwykłych, prywatnych... Albo coś wiesz, bo ktoś z tobą rozmawiał w cztery oczy, albo coś wiesz, bo dowiedziałeś się nieproszony. Bywają anegdoty niedeprecjonujące bohaterów, te chyba jeszcze wolno puszczać w obieg, ale liczne inne są co najmniej niejednoznaczne. Dyskrecja wydaje mi się postawą normalną, a łamanie jej niepisanych reguł musi mieć jakiś dobry powód, na pewno lepszy niż chęć publikacji czegoś tędy lub owędy. Zwłaszcza że wynaleziono internet.

W czasach, w których człowiek przyzwoity walczy z dyktaturą hord udzielających się społecznie w sieci jako skrzyknięty sąd najostatniejszej instancji, niechęć do dzielenia się wiedzą prywatną, pamiętaną zresztą po swojemu, zdaje się tym bardziej naturalna. Na pewno państwo doświadczyli kiedyś takiej sytuacji – przemiła osoba siada za kierownicą. I wychodzi z niej natura, której wolelibyśmy nie znać – wulgarnego szoferaka. Z klawiaturą komputerową jest właściwie tak jak z kółkiem kierownicy – co któregoś fajnego gościa przemienia ona w neurotyczną żmiję.

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.