Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Opinie

Ziemia stara i młoda

Pomnik w Terchovej poświęcony słowackiemu zbójcy Jurajowi Jánošikowi
Pomnik w Terchovej poświęcony słowackiemu zbójcy Jurajowi Jánošikowifot. Frantisek Czanner/Shutterstock
12 stycznia 2024
Ten tekst przeczytasz w 10 minut

Łatwo uznać, że Słowacja to sielanka z elementami kabaretu, ale na szczęście Łukasz Grzesiczak co jakiś czas wyprowadza nas z błędu: to kraj z kłopotami

Kiedy myślę o Słowacji, przypominam sobie, co mówił profesor zamknięty razem ze Szwejkiem w domu wariatów: „(...) Objaśniał (...), że wewnątrz kuli ziemskiej znajduje się jeszcze jedna, daleko większa od zewnętrznej” (Jaroslav Hašek, „Przygody dobrego wojaka Szwejka podczas wojny światowej”, przeł. Paweł Hulka-Laskowski, Wyd. Śląsk 1970). Nie chodzi przy tym o kontekst psychiatryczny, lecz o całkiem trzeźwą obserwację, że w pojemniku mogą się znajdować rzeczy w istocie większe od pojemnika. To właśnie przypadek Słowacji, małego kraju o wielkiej, różnorodnej historii.

Słowacka państwowość – i towarzysząca jej mitologia narodowa – stanowią cienką warstewkę kryjącą fascynujące, często sprzeczne narracje, przynależne do rozmaitych tradycji, tożsamości, formacji kulturowych, cywilizacyjnych, religijnych. Upchnięcie tego wszystkiego na skromnym obszarowo, pociętym pasmami górskimi terytorium powoduje zawrót głowy, przynajmniej u mnie. Tak było choćby podczas ostatnich wakacji: mieszkasz w starej górniczej wsi, założonej w XVI w., ewidentnie przez niemieckich luteran. Ale zjeżdżając do doliny, mijasz kopalnie zbudowane za Franciszka Józefa, 15 km dalej leży miejscowość, która w czasach wojen z Turkami była chłopską twierdzą – zachowały się prymitywne fortyfikacje, stoją dosłownie między chałupami. A kolejne 10 km na południe robi się całkiem płasko: tu ludzie mówią już przeważnie po węgiersku, spacerując po miasteczku płynnie łączącym prowincjonalną secesję o cukierniczym detalu i betonowy brutalizm epoki komunistycznej normalizacji. Wracasz inną drogą: w środku gór, wśród pokopalnianych jeziorek, nagle wyrasta miasto naćkane szlachetnym barokiem, zabytek na zabytku, ani jednej prostej ulicy. A 3 km od niego, pośrodku niczego, przy nieczynnym szybie wydobywczym – romskie osiedle.

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.