Dlaczego nie możemy mieć ładnych rzeczy? Ukraińcy utknęli w polskim systemie
Raz witamy Ukraińców z otwartymi ramionami, innym razem najchętniej kupilibyśmy im bilet w jedną stronę. Politycy dostosowują się do nastrojów, a państwowa biurokracja robi swoje. I tak oto powstaje polska polityka migracyjna.
Przeglądając ostatnio prasę, trafiłem na niezwykle ciekawy wywiad. Magazyn DGP opublikował rozmowę z Heinem de Haasem, holenderskim socjologiem, autorem książki „Migracja bez mitów”. Motywem przewodnim wywiadu była hipokryzja zachodnich rządów i społeczeństw wobec tytułowego zjawiska. „Państwa mają potężne możliwości ograniczania mobilności – widzieliśmy to podczas pandemii COVID-19 przy lockdownach” – zauważa de Haas. „Jednak w przypadku imigracji ta wszechwładza jest ograniczona preferencjami wyborców.” A ci – tutaj moje dopowiedzenie – jak to w życiu bywa, sami do końca nie wiedzą, czego chcą. Raz są za migracją, innym razem niekoniecznie. Witają Ukraińców z otwartymi ramionami, a za moment najchętniej wręczyliby im bilet w jedną stronę – kobiety niech nie zerkają na polskich kawalerów, a młodzi Ukraińcy niech jadą na front bronić swojej ojczyzny. Mówiąc językiem socjologii: nastroje społeczne potrafią się zmieniać błyskawicznie.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.