Dziennik Gazeta Prawana logo

Ukraińcy cztery lata na wielkiej wojnie. A jednak się nie dali

Mariupol
MariupolShutterStock
23 lutego, 21:00

Ostatnie dni relatywnego pokoju spędziłem w Kijowie na rozmowach z ekspertami i politykami. Relatywnego, bo rosyjska agresja na Ukrainę zaczęła się w lutym 2014 r. i jeszcze do wybuchu „wielkiej wojny” kosztowała życie 14 tys. osób. Większość rozmówców spodziewała się wtedy eskalacji – wspomina w DGP Michał Potocki.

Skrót artykułu

Uważano, że Kreml spróbuje zająć resztę Donbasu i nielegalnie włączyć go do Rosji. Zagrożone miały być Kramatorsk, Mariupol i ówczesny Siewierodonieck. Uderzenia na Kijów od strony Białorusi nie spodziewał się właściwie nikt. Choć może powinien. Amerykanie, bazując na informacjach swoich służb, alarmowali od wielu tygodni, że atak na stolicę zostanie poprowadzony przez lotnisko w podkijowskim Hostomlu. O takim wariancie mówił szef wywiadu wojskowego HUR Kyryło Budanow. Ale władze polityczne zwlekały z decyzjami. Prezydent Wołodymyr Zełenski uspokajał, że wojny nie będzie, a w maju zamiast na front jego rodacy jak zawsze pojadą grillować szaszłyki na daczach. Utwierdzali prezydenta w tym przekonaniu Francuzi i Niemcy.

Pozostało 79% treści
Wybierz pakiet i czytaj bez ograniczeń.

Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.