Podatek katastralny w Polsce? Najpierw dane, potem stawki
Czy Polska jest gotowa na podatek katastralny? Kogo objęłaby ta danina, ile mogłaby wynosić i czy bez rejestru katastralnego da się ją uczciwie policzyć? W debacie pełnej emocji i politycznych deklaracji brakuje jednego – twardych danych. O tym, co dziś wiemy, a czego wciąż nie, mówi dr hab. Adam Czerniak, prof. SGH, ekonomista i zastępca prezesa Krajowego Zasobu Nieruchomości.
Potrzebujemy podatku katastralnego?
Tak. Po pierwsze, to byłby krok w stronę większej sprawiedliwości systemu. Dzisiejszy podatek od nieruchomości – który oparty jest na metrażu, a nie wartości – jest niesprawiedliwy. Przy rosnącej nierówności ceny metra kwadratowego mamy do czynienia z sytuacją, w której ludzie mający małe mieszkania inwestycyjne o charakterze premium w dużych miastach płacą groszowe podatki, a ci, którzy posiadają duże nieruchomości w złym stanie technicznym, położone w niekorzystnych lokalizacjach, płacą wyższe daniny. To absurd, że dom jednorodzinny na wsi z budynkami gospodarczymi jest wyżej opodatkowany niż apartament w centrum Warszawy.
Jaka byłaby funkcja tej daniny? Rozumiem, że miałaby zniechęcać do inwestowania w mieszkania jako lokatę kapitału.
Tak. Wprowadzenie podatku katastralnego w sposób progresywny oznaczałoby, że im większa wartość nieruchomości, tym podatek jest wyższy. Zniechęcilibyśmy do nadmiarowego odkładania pieniędzy w mieszkaniach. Mamy w Polsce sytuację, w której inwestycje w nieruchomości są opodatkowane preferencyjnie wobec innych alokacji kapitału. Uważam, że należy to ograniczyć, szczególnie dla większych graczy mających po pięć, siedem czy dziesięć mieszkań.
Prezydent Karol Nawrocki w kampanii wyborczej mówił, że będzie walczył o wpisanie zakazu podatku katastralnego do Konstytucji. Z kolei lewica robi z tej daniny swoją sztandarową propozycję. Skąd tyle emocji akurat wokół tego podatku?
Też mnie to dziwi. Oczywiście podatki zawsze budzą negatywne emocje, bo obciążają budżety naszych gospodarstw domowych. Często również – co nie jest tylko przypadłością Polaków – nie mamy poczucia, że pobierane pieniądze są dobrze wydawane. Powszechniej niż np. w Szwecji podatki postrzegamy jako swoisty haracz, zwłaszcza gdy mówimy o podatkach bezpośrednich. Odczuwamy je mocniej niż choćby VAT.
Sądzę jednak, że obawy związane z podatkiem katastralnym biorą się z mitów, jakie wokół niego narosły.
Na przykład?
Pierwszy brzmi: to byłby nowy podatek, który będzie znacząco obciążał właścicieli drogich mieszkań czy dużej liczby mieszkań.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.