Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Opinie

Nowe spojrzenie na merkantylizm

29 lipca 2009
Ten tekst przeczytasz w 6 minut

To pytanie stanowi tzw. test Rorschacha dla architektów polityki i ekonomistów. Z jednej strony mamy entuzjastów wolnego rynku i neoklasycznych ekonomistów, którzy wierzą w całkowity rozdział państwa i biznesu. Zgodnie z ich poglądem rolą państwa jest ustanowienie jasnych praw i regulacji, a następnie zezwolenie, żeby biznes pływał własnymi siłami – albo tonął. Funkcjonariusze publiczni powinni przedstawicieli prywatnych interesów trzymać od siebie na bezpieczną odległość i nigdy się z nimi nie spoufalać. Królem jest w tym układzie konsument, nie producent.

Ten pogląd odzwierciedla czcigodną tradycję, która wywodzi się od Adama Smitha i do dziś utrzymuje dumną obecność w podręcznikach ekonomii. Stanowi ona również dominującą wykładnię sprawowania rządów w Stanach Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii oraz w innych społeczeństwach, zorganizowanych na wzór anglo-amerykański – mimo że ich praktyka często odbiega od tych wyidealizowanych zasad.

Po drugiej stronie są ludzie, których można nazwać korporacjonistami, i którzy powiązania między rządem a biznesem uważają za decydujące dla osiągnięcia dobrych wyników gospodarczych oraz harmonii społecznej. W tym modelu gospodarka potrzebuje państwa, które nadstawia ucha na biznes i – w razie potrzeby – udziela zachęt, subsydiów i innych dyskrecjonalnych korzyści. Skoro bowiem inwestycje i tworzenie miejsc pracy zapewniają pomyślność gospodarczą, celem polityki rządu powinno być uszczęśliwianie producentów. Sztywne przepisy i trzymanie się polityków na dystans prowadzą jedynie do zduszenia zwierzęcego instynktu przedsiębiorców.

Ten z kolei pogląd odzwierciedla starszą nawet od poprzedniej tradycję, sięgającą merkantylistycznych praktyk z XVII stulecia. Merkantyliści wierzyli w aktywną rolę gospodarczą państwa, przejawiającą się we wspieraniu eksportu, zniechęcaniu do importu dóbr finalnych oraz tworzeniu monopoli handlowych, które wzbogacały zarówno biznes, jak i koronę. Dziś ta idea przejawia się w działaniach azjatyckich supermocarstw eksportowych; szczególnie zauważalne jest to w Chinach.

Na płaszczyźnie intelektualnej walkę między tymi dwoma modelami kapitalizmu zdecydowanie wygrali Adam Smith i jego zwolennicy. Z przyziemnych faktów wyłania się jednak obraz znacznie bardziej dwuznaczny.

Wszystkie kraje, które w ostatnich paru dekadach były czempionami wzrostu gospodarczego – Japonia w latach 50. i 60. XX wieku, Korea Południowa od lat 60. po 80. i Chiny od lat 80. do teraz – stosowały aktywną politykę rządu, współpracującego z dużymi przedsiębiorstwami. Wszystkie energicznie promowały inwestycje i eksport, prowadząc politykę zniechęcającą do importu. Uprawiana w ostatnich latach przez Chiny polityka wysokich oszczędności i dużej nadwyżki handlowej stanowi przykład wniosków z nauk merkantylistów.

Na ponowne przemyślenie zasługuje wczesny merkantylizm. Można wątpić, czy ogromna ekspansja handlu międzynarodowego w XVI i XVII wieku byłaby możliwa bez zachęt, jakie zapewniło państwo, na przykład w postaci przywilejów dla monopoli. Jak dowodzi wielu historyków gospodarki, więzi handlowe i zyski, jakie Wielkiej Brytanii zapewnił merkantylizm, mogły mieć decydujące znaczenie w uruchomieniu w tym kraju mniej więcej w połowie XVIII wieku rewolucji przemysłowej.

Te uwagi nie mają bynajmniej na celu idealizowania merkantylizmu, którego szkodliwe skutki łatwo dostrzec. Rządy mogą szybko skończyć jako klienci biznesu, co prowadzi do kolesiostwa i szukania korzyści.

Nawet jeśli interwencje rządu na rzecz biznesu będą początkowo skuteczne, mogą trwać dłużej niż ich gospodarcza użyteczność i ostatecznie doprowadzić do stagnacji. Uporczywe utrzymywanie nadwyżki handlowej nieuchronnie wywołuje konflikty z partnerami, a efektywność polityki merkantylistycznej zależy po części od tego, czy gdzie indziej jej się nie stosuje.

Jednostronny merkantylizm nie stanowi gwarancji sukcesu. Można pomyśleć, że stosunki handlowe Chin i USA to wymyślony w niebiosach mariaż praktyk merkantylistycznych i modelu liberalnego. Ale jeśli się przyjrzeć, staje się jasne, że prowadził on do załamania. Chiny będą musiały poczynić istotne zmiany w polityce gospodarczej, a do tej konieczności nie są przygotowane.

Mimo wszystko podejście merkantylistyczne ma dla architektów polityki gospodarczej istotne zalety: zapewnia lepszą znajomość ograniczeń i możliwości, przed jakimi stoi prywatna działalność gospodarcza, a także możliwość wykreowania poczucia, iż cele ekonomiczne mają charakter narodowy. Tego właśnie powinni się od nich nauczyć liberałowie.

Nieumiejętność dostrzeżenia korzyści wynikających z bliskich związków między państwem i biznesem stanowi słabą stronę współczesnego liberalizmu ekonomicznego. Wystarczy przyjrzeć się temu, jak odbywało się w USA poszukiwanie przyczyn kryzysu finansowego. Rozpowszechniona opinia winę za to przypisuje istniejącym w minionych dziesięcioleciach ścisłym powiązaniom między politykami i branżą finansową. A z punktu widzenia podręcznikowych liberałów państwo powinno zachowywać dystans wobec biznesu, działając wyłącznie jako platoński strażnik niezależności konsumentów.

Problem nie polega jednak na tym, że rząd wsłuchiwał się za bardzo w to, co dzieje się na Wall Street. Rzecz w tym, że nie słuchał tego, co działo się na Main Street, czyli tam, gdzie są producenci i firmy innowacyjne. To jest miejsce, gdzie niesprawdzone teorie ekonomiczne mogą się zderzyć ze zdrowym rozsądkiem. Rząd jednak nie słuchał, co umożliwiło hegemonię interesów finansowych i skazało wszystkich, w tym rząd, na zadowalanie się resztkami.

profesor ekonomii politycznej w John F. Kennedy School of Government w Harvard University jest pierwszym laureatem nagrody im. Alberta O. Hirschmana, przyznawanej przez Social Science Research Council. Jego najnowsza książka nosi tytuł: One Economics, Many Recipes: Globalization, Institutions and Economic Growth

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.