Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Kenneth Rogoff ratuje Europę

16 lipca 2009

Kenneth Rogoff, profesor z Harvardu i były arcymistrz szachowy, ruszył na odsiecz Europie. To nie w Europie wymyślono toksyczne instrumenty pochodne – a jednak to europejskie banki płacą teraz najwyższą cenę za szaleństwa, do których doszło na Wall Street.

To nie Europa wyhodowała gigantyczną spekulacyjną bańkę – a jednak skala recesji, którą odnotuje w bieżącym roku strefa euro, przekracza to, co cierpieć będą Stany Zjednoczone. To nie Europa żyła od 30 lat na kredyt uzyskany z Dalekiego Wschodu – a jednak to krajom europejskim część analityków wróży dziś finansowe załamanie. To nie Europa ma potężne zadłużenie zagraniczne i będzie musiała przez następną dekadę zaciskać pasa – a jednak to Europie wróży się powolny rozwój.

Słowem, po krótkim okresie milczenia, apologeci gospodarki amerykańskiej powrócili do wychwalania liberalnego i ekspansywnego giganta zza Atlantyku, pokazując Europie na nowo jej miejsce w szeregu. Rolę upadającego kontynentu, który niezależnie od sytuacji gospodarczej zawsze będzie tracił. I któremu zdrowy rozsądek powinien wskazać jedyną drogę ratunku: natychmiastowe i wierne skopiowanie polityki gospodarczej Waszyngtonu.

Chwileczkę, odpowiada Rogoff. A właściwie dlaczego zakładać, że Europa stoi na straconej pozycji? Spokojna analiza sugeruje, że jej makroekonomiczne podstawy są znacznie zdrowsze od amerykańskich. Owszem, przynajmniej od dwóch dekad wiadomo, że Europa potrzebuje gruntownych reform strukturalnych, a zwłaszcza modernizacji swojego systemu państwa opiekuńczego. Przegrywa też bez wątpienia z Ameryką pod względem elastyczności rynku, ekspansywności firm i przedsiębiorczości obywateli. To wszystko, w połączeniu z utrzymującymi się od dekady fatalnymi nastrojami, spowodowało, że krótkookresowa reakcja na kryzys (czyli recesja) była silniejsza niż za oceanem.

Naturalnym mechanizmom dostosowawczym szkodzi też niedokończona budowa jednolitego rynku Unii Europejskiej – to właśnie dlatego część krajów kontynentu znalazła się na skraju bankructwa, podczas gdy inne zachowują najwyższą wiarygodność finansową. I to właśnie dlatego niemieckie przedsiębiorstwa wpadły w rozpacz, analizując prognozy gospodarcze dla USA, choć część ich europejskich sąsiadów ma przed sobą znacznie lepsze perspektywy wzrostu.

Europa ma przed sobą trudne zadania – pisze Rogoff. Ale jej gospodarcza przyszłość nie zależy od kopiowania ryzykanckiej, wiodącej do gigantycznego wzrostu długu i zagrażającej wybuchem inflacji polityki Waszyngtonu, ale od znalezienia własnej drogi.

My też jesteśmy częścią Europy. I od nas również, w jakimś stopniu, zależą przyszłe reformy Unii Europejskiej. W najlepszym interesie Polski leży to, by grabarze Europy mylili się, a Rogoff miał rację. I by wreszcie przeprowadzić zmiany, dzięki którym nasz kontynent odzyska dynamikę gospodarczą co najmniej równą, a może i wyższą od amerykańskiej. W Polsce – zamiast planować wzrost deficytu, może zacząć od reformy KRUS?

e5a96204-a22c-4be4-b520-cad67637b72d-38904076.jpg

Pozostało 91% treści
Możesz czytać nasze artykuły dzięki partnerowi PWC.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.