Dajmy Czeczenom szansę, którą sami kiedyś dostaliśmy
Traktują nas gorzej niż świnie. Tak o Polakach mówiła grupa Czeczenów, która chciała się dostać do Strasburga i tam się poskarżyć na warunki, w jakich u nas żyją.
Akt desperacji czy medialny wyczyn? Nie jest to dziś tak istotne, jak próba odpowiedzi na pytanie, co się z nami stało.
Polska traci na takich wydarzeniach wizerunkowo w świecie, to fakt. To, że inne kraje również mają swoje problemy z uchodźcami, też nie ulega wątpliwości. Ale o wiele gorsze reperkusje sprawa będzie miała w kraju. Bo uchodźcy są w Polsce traktowani i oceniani o wiele gorzej, niż na to zasługują.
Do tego kilkadziesiąt godzin później doszła informacja o kradzieży znad bramy obozu-muzeum Auschwitz-Birkenau napisu "Arbeit Macht Frei". Zdjęcia z Polski dosłownie obiegły ziemię, znalazły się w serwisach informacyjnych. Nie wiemy jeszcze kto i jakim celu? Lecz i tu, i tam Polska nie jawi się tak, jak byśmy chcieli.
Mamy polską tradycję solidarnościową. I gdy przypomnimy sobie, jak w innych krajach byli traktowani Polacy, którzy w okresie "Solidarności" musieli z kraju wyjechać, i zestawimy to ze współczesnymi obozami dla uchodźców, które są w skandalicznym stanie, to słychać zgrzyty i trzaski. Trochę wstyd, że nie umiemy zachować się co najmniej tak, jak wobec naszych uchodźców zachowały się kraje, które ich przyjmowały.
Wydaje się, że Polska nie ma pomysłu, jak się obchodzić z uchodźcami. Czy im pomagać? Jak? Owszem, większość obcokrajowców traktuje nasz kraj wyłącznie jako punkt przesiadkowy w drodze na Zachód. Ale dzieje się tak także dlatego, że nigdy nie poczuli się tu specjalnie dobrze traktowani. I nawet jeśli teraz politycy mówią, że zapewniają uchodźcom dostateczną ilość praw, to i tak nie gwarantuje ona godnego życia.
Emigranci w 1968 roku wyjeżdżali do Szwecji, emigranci solidarnościowi 1980 roku też lądowali w różnych krajach. I dostawali tam szansę. Dokładnie o to samo chodzi dziś. O danie uchodźcom szansy wykazania się, że coś sobą reprezentują. A to, gdzie sobie później wybiorą miejsce pobytu, to już ich sprawa. Wiele przez lata dostaliśmy od innych. Pora, byśmy zaczęli spłacać ten dług.
W Sejmie jeszcze X kadencji byłem członkiem polskiej delegacji do Rady Europy. Toczyliśmy tam pod przywództwem, nieżyjącego już niestety, prof. Ziółkowskiego dyskusji na temat zniesienia wiz. Argumenty naszych niemieckich oponentów były bliźniaczo podobne do obecnych argumentów zwolenników twardej polityki wobec uchodźców. Polityka otwartości może spowodować perturbacje i niepokoje. A potem zniesiono wizy, zniesiono granice i okazało się, że nic strasznego się nie stało. Wręcz przeciwnie, otwarta polityka i otwarte granice przynoszą korzyści dla wszystkich. W roku 1990 ówczesny minister Vaclav Klaus dążył do zamknięcia granic Czechosłowacji z Polską w trosce o czechosłowacki rynek. Tego typu myślenie jest powodowane wiarą, że metodami administracyjnymi można zastąpić politykę i myślenie o przyszłości.
Dzisiaj ostra polityka wobec naszych wschodnich sąsiadów, przede wszystkim Ukraińców i Białorusinów, jest powodowana również troską o polskie miejsca pracy. Jest to myślenie rodem ze społeczeństwa zamkniętego, próby dyrygowania morzem. Zamiast dyrygowania morzem należy starać się przewidzieć jego ruchy, by umieć je wykorzystywać. Uchodźców w Polsce będzie przybywać. Trzeba umieć to wykorzystać.
Na razie stworzyliśmy samonapędzającą się machinę. Politycy nie dają warunków. Uchodźcy żyją niekiedy w warunkach urągających poczuciu przyzwoitości. Mają niedostateczne środki na życie, nie mają wystarczającego wsparcia socjalnego i psychologicznego. Zrozumiałe, że nie wyglądają najlepiej. Nie twierdzę, że winno to robić państwo. To na ogół domena wyspecjalizowanych organizacji pozarządowych. Państwo jednak musi stwarzać ku temu warunki.
Gdy tego nie czyni, uchodźcy wyglądają coraz gorzej. Zaczynają więc budzić niechęć, obawy. To wzmaga w Polakach postawy ksenofobiczne. Łatwo zapominamy, że ci ludzie nie mają środków do życia najczęściej nie z własnej winy. Wielu z nich, w przeciwieństwie do polskiej emigracji z lat 60. czy 80., musiało uciekać ze swojego rodzinnego kraju, bo groziła im śmierć.
Wielokrotnie powtarzany frazes, że nas nie stać na pomoc, nie znajduje odzwierciedlenia w rzeczywistości. Jeśli ci ludzie dostaną możliwość znalezienia pracy, zaczną zarabiać, a to przynosić będzie dochód dla kraju. W naszym interesie jest, by stanęli na nogi jak najszybciej.
Poza tym trzeba powiedzieć wyraźnie: poprawa sytuacji uchodźców jest kwestią tylko i wyłącznie odpowiednich decyzji politycznych. Stworzenia programu, zaangażowania organizacji pozarządowych. Trzeba stworzyć dla uchodźców program asymilacji.
Wśród uchodźców są z pewnością i przestępcy. Ale tego typu trudne sprawy również trzeba w polityce uwzględnić. A nie generalizować lub udawać, że problem nie istnieje. Bo nie wiadomo, które podejście jest bardziej szkodliwe. Doprawdy nie rozumiem, dlaczego biurokraci z urzędu do spraw uchodźców są tak głęboko przekonani, że nie mają sobie nic do zarzucenia. Nie mamy długofalowej polityki względem obcokrajowców uciekinierów. I w końcu zadziała to negatywnie. W łatwy do przewidzenia sposób: poziom przestępczości wśród tych ludzi będzie rósł.
Straż graniczna w tej konkretnej sprawie okupowanego pociągu relacji Wrocław - Drezno nie mogła inaczej zareagować. Jednak najbardziej w całej sprawie niepokoi mnie to, że zaprzeczamy polskiej tradycji tolerancji. Tym bardziej że są wzorce, z których moglibyśmy czerpać. To obozy dla uchodźców w Europie Zachodniej z lat 60., 70., 80.
Jeśli ktoś spiera się co do idei, to może przemówią do niego czysto pragmatyczne argumenty. Szybka pomoc tym ludziom zaowocować może wzbogaceniem społeczeństwa o wartościowych ludzi. Jeśli jednak nikt nie da im dziś wsparcia, zapewnimy sobie rzeszę ludzi, na którą będziemy musieli łożyć, nie dostając nic w zamian. Ani teraz, ani kiedykolwiek później.
@RY1@i02/2009/249/i02.2009.249.000.0014.101.jpg@RY2@
Sceny z zatrzymania Czeczenów jadących na demonstrację do Strasburga obiegły cały świat
Paweł Jeziorniak/Reporter
@RY1@i02/2009/249/i02.2009.249.000.0014.102.jpg@RY2@
Jan Lityński, publicysta, polityk PD
Wojciech Grzęziński
Jan Lityński
publicysta, polityk PD
działacz KOR i opozycji demokratycznej w czasach PRL, polityk UW, potem Pd
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu