Po co pałować miłośników nietoperzy?
W Kopenhadze w od dawna niewidzianej skali zderzył się świat oficjalnej polityki z tym nieoficjalnym - co nie znaczy mniej zaangażowanym czy mniej politycznym.
Kopenhaga
Tysiące różnych aktywistów z całej Europy demonstrują bez żadnego respektu dla dostojności rządowych delegacji i majestatu Organizacji Narodów Zjednoczonych. Wczoraj, po informacji, że organizatorzy nie wpuszczą na salę obrad zaproszonych wcześniej działaczy ekologicznych, tysiące ludzi próbowało sforsować policyjne zasieki i dostać się do środka. Policja użyła gazu i pałek, znowu aresztowano kilkaset osób. Dlaczego protesty są tak intensywne?
Kopenhaskie demonstracje są w swojej sile propagandowej i oprawie wizualnej podobne do alterglobalistycznych wystąpień z okazji szczytów gospodarczych. Podobne też jest ich główne przesłanie: niezgoda na oficjalnie podejmowane decyzje przez potęgi świata.
Wczoraj doszło do sytuacji bez precedensu: setki delegatów uczestniczących wcześniej w obradach, po oczekiwaniu na mrozie w kilkugodzinnej kolejce, odbiły się od bramek ochrony i dowiedziały się, że delegatami już nie są, a ich przepustki przestały być ważne. Dlaczego? Bo wczoraj przyjechały rządowe delegacje - naprawdę grube ryby, i miejsca nie ma. Reakcja działaczy była oczywista: natychmiast dołączyli do demonstrujących na zewnątrz.
Otoczenie policyjną barykadą Bella Center, w którym odbywają się obrady, stało się symbolem kompletnego rozejścia się oficjalnej polityki i społeczeństwa obywatelskiego. Poziom niezgody i konfliktu nawet w środku tej oblężonej twierdzy był tak duży, że zmusił oficjalne delegacje państw Trzeciego Świata do protestów, co w efekcie opóźniło rozpoczęcie rozmów wysokiego szczebla, i doprowadziło do dymisji duńskiej minister Connie Hedegaard, którą zastąpić musiał na stanowisku przewodniczącego szczytu klimatycznego duński premier. Ekspert komentujący tę sytuację dla BBC podsumował te wydarzenia: "nieszczęście na zewnątrz, nieszczęście w środku".
Demonstranci z Kopenhagi to w dużym stopniu alterglobaliści, których spotkać można na europejskich zadymach. To uspokaja na krótką metę sumienia polityków. "Ach, na tych awanturników nie ma rady". Tym razem jednak jest trochę inaczej i ten tok myślenia może okazać się kiepską strategią. Na miejscu polityków zaczęłabym się bać gniewu zawiedzionego miłośnika nietoperzy. Bo moment, w którym to on, stojąc naprzeciw kordonu policji, daje się pałować w imię celów społecznych, może okazać się krytyczny dla państw deklarujących się jako demokratyczne.
Zuzanna Dąbrowska
zuzanna.dabrowska@infor.p
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu