Komentarz
Rząd po falstarcie, jakim było ogłoszenie daty przyjęcia euro w 2012 roku, postanowił poczekać na poprawę koniunktury w gospodarce. Dzięki niej bowiem rekordowy deficyt na poziomie blisko 7 proc. PKB w 2010 roku ma zostać zmniejszony w błyskawicznym tempie do 3 proc. dwa lata później. Jednak taka strategia - czekania - może mieć złe skutki. Nikt bowiem nie może dać gwarancji, że gospodarka na tyle dobrze będzie sobie radzić, że te śmiałe plany uda się zrealizować (zwłaszcza że być może będzie to robił już nowy rząd). Poza tym, jeśli na czekaniu poprzestaniemy, może się okazać, że wprawdzie przyjmiemy euro, lecz nie będziemy na nie gotowi. A wtedy może się okazać, że jeśli gospodarka zahamuje, wszyscy mocno się potłuką. Nie będzie bowiem tego, co pomaga nam obecnie, a więc płynnego (i słabego) złotego. Będziemy mieli euro, czyli de facto stały kurs, który tak obecnie przeszkadza państwom bałtyckim. Trzeba się będzie liczyć ze zwolnieniami i spadkiem płac, bo spadek kosztów, który mamy teraz dzięki osłabieniu złotego, trzeba będzie wtedy osiągać innymi metodami.
@RY1@i02/2009/225/i02.2009.225.166.006c.001.jpg@RY2@
Marek Siudaj
marek.siudaj@infor.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu