Chwała Gołocie, zagrał swoją rolę perfekcyjnie
Gołota przegrał, boleśnie dla większości Polaków, walkę z Adamkiem. Przegrał, choć wcale nie musiał jej toczyć.
Pieniędzy ma w bród, dobrze ulokowanych. Nie bił się w Łodzi dla kasy. Pogłoski o personalnym rewanżu na Adamku też między bajki można włożyć. Sarkazm demonstrowany wobec "Górala" na konferencjach był bardziej elementem show w amerykańskim stylu niż konsekwencją gniewu. Stanął do ringu raczej z tęsknoty za sukcesem i ambicji pokazania się rodakom, może ostatni raz, z dobrej strony. Co ciekawe - razem ze swoją żoną Mariolą poczuł się jakoś specjalnie odpowiedzialny za to całe widowisko, łącznie z walkami innych polskich bokserów. Kiedy w piątkowy wieczór aresztowano Artura Szpilkę, który miał walczyć nazajutrz z Wojciechem Bartnikiem, wstał z łóżka, ubrał się i z panią Mariolą pojechał na komisariat walczyć o uwolnienie młodego boksera. I kiedy zapytałem panią Gołotę, po co to uczynili, odpowiedziała: "Andrzej trochę w Szpilce widzi siebie z przeszłości. Wie, co to jest stracić szansę na inne życie. I jak łatwo to może się stać. Chce pomóc na tyle, na ile może". Po walce z Adamkiem Gołota nie wyglądał na człowieka, któremu zawalił się świat. Był poobijany, ale spokojny. Mówił o swoim złym przygotowaniu do pojedynku, ale jakoś nie kipiał ze złości. Wyraźnie był pogodzony z faktem, że jego czas w ringu dobiegł końca. Więcej, mam przekonanie, że Gołota świadomie podstawił Adamkowi drabinę do tego najprawdziwszego z bokserskich światów, czyli wagi ciężkiej. To oczywiście nie znaczy, że w sobotę chciał przegrać. Stanowczo nie, ale jeśli już miał polec, to chciał przekazać pałeczkę komuś, kto być może, tak jak on kiedyś, w biało-czerwonych barwach stanie się kolejną nadzieją zawodowego boksu. Gołota, choć nie bez fizycznego trudu, zagrał swoją rolę perfekcyjnie i chwała mu za to. Teraz Adamek musi już sobie radzić sam. Pięściarzem jest doskonałym, ale jak mówią fachowcy - wciąż nie wie, co to jest przyjęcie na szczękę mocnego ciosu boksera wagi ciężkiej. A pan Andrzej może już odsapnąć, przejdzie do galerii zasłużonych sportowych sławy choć będziemy za nim naprawdę tęsknić. Będziemy tęsknić za jego niezdefiniowanym magnetyzmem i tajemnicą charakteru. Będzie nam go w ringu zwyczajnie brakować.
@RY1@i02/2009/209/i02.2009.209.000.017a.001.jpg@RY2@
Marian Kmita
Marek Biczyk NEWSPIXPL
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu