Potrzebna obrona przed sądem, nie w ustawie
Znacznie więcej pożytku upatruję w rzetelnej analizie obowiązującego prawa i szukaniu w nim instrumentów, które poszkodowani w wyniku terminowych kontraktów sprzedaży i kupna walut mogliby wykorzystać niż w próbach skonstruowania ustawy łamiącej swobodę kontraktowania. W dodatku z mocą wsteczną. Mamy przecież wystarczająco wiele użytecznych mechanizmów zapisanych chociażby w kodeksie cywilnym, by nie sięgać po wątpliwe nowe. Jeśli natomiast chodzi o Dyrektywę MiFID (przeważnie przywoływany jest art. 19 tej Dyrektywy Parlamentu Europejskiego i Rady z 21 kwietnia 2004 r. w sprawie rynków finansowych, opublikowanej w Dzienniku Urzędowym UE L 145, mówiący o konieczności lojalnego informowania klienta przez instytucję finansową o skutkach transakcji), to niestety nie została ona jeszcze wprowadzona do polskiego porządku prawnego. Szkoda, bo byłaby to najbardziej efektywna podstawa kwestionowania skutków przynajmniej niektórych umów niszczących przedsiębiorców. Dyrektywa jest bowiem lepiej skrojona na miarę przypadków, o które toczy się walka, niż klauzula rebus sic stantibus. Zawiera ją przepis art. 3571 k.c., który mówi, że sąd może - po rozważeniu interesów stron, zgodnie z zasadami współżycia społecznego - oznaczyć sposób wykonania zobowiązania, wysokość świadczenia lub nawet rozwiązać umowę. Warunkiem jest jednak nadzwyczajna zmiana stosunków, która powoduje, że świadczenie jednej ze stron groziłoby jej np. rażącą stratą. Poza tym, by można było stosować tę zasadę, trzeba udowodnić, że strony nie mogły przewidzieć feralnego obrotu spraw.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.