Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Opinie

Uratowano asesorów, ale nie sądy

10 lutego 2009
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty

Podczas dyskusji nad wetem prezydenta do ustawy o Krajowej Szkole Sądownictwa i Prokuratury większość posłów twierdziła, że jego odrzucenie zapobiegnie zapaści sądownictwa, umożliwiając powołanie asesorów na stanowiska sędziowskie. Moim zdaniem zadowolenie z odrzucenia weta jest co najmniej przedwczesne, zaś sama ustawa stanie się w niedługim czasie kolejnym przyczynkiem do znacznego pogorszenia kondycji sądów.

Pomysł szkoły kształcącej przyszłych sędziów pojawił się już w założeniach reformy sądownictwa z 2005 roku autorstwa Andrzeja Kryżego, późniejszego wiceministra sprawiedliwości. W studium tym powołanie szkoły sędziów wskazywano jako jedną z propozycji uczynienia z zawodu sędziego korony zawodów prawniczych. Uzyskanie stanowiska sędziego po jej ukończeniu poprzedzone miało być kilkuletnią pracą na stanowisku prokuratora lub asystenta. W związku z tak mozolną drogą dojścia do urzędu sędziego powodzenie pozyskania najlepszych kandydatów wiązano z nieodzowną koniecznością podniesienia wynagrodzeń sędziów do takiego poziomu, aby miało ono charakter prestiżowy. Pomysł powołania szkoły dla sędziów został zrealizowany. O drugim koniecznym elemencie zapewniającym powodzenie temu przedsięwzięciu, niestety, zapomniano. Jednak już w cytowanym opracowaniu przewidywano, że nieatrakcyjność finansowa zawodu sędziowskiego nie pozwoli zapewnić elitarnego charakteru szkoły. Prognozy te mają szanse spełnić się obecnie. Bez zapewnienia konkurencyjnych, nie tylko w stosunku do zawodów prawniczych, ale nawet lepiej wynagradzanych pracowników fizycznych, wynagrodzeń dla sędziów wprowadzono nowy model aplikacji sędziowskiej trwającej pięć i pół roku. Projektodawcy zapomnieli, iż kształceniu w tym trybie podlegać będą nie studenci, a absolwenci wyższych uczelni posiadający już rodziny, które nie tylko muszą utrzymać, ale i zachować z nimi kontakt. Skoszarowanie osób zamieszkałych w innych częściach kraju na czas zajęć, nawet jeśli będzie przeplatane okresami praktyk, porównać można wyłącznie z kilkuletnią emigracją.

Największą wadą przyjętego rozwiązania jest zatem to, iż scentralizowany charakter szkoły w powiązaniu z kiepskimi warunkami wynagradzania, tak podczas aplikacji, jak i na docelowym stanowisku sędziego, spowoduje, iż o przyjęcie na aplikację starać się będą wyłącznie osoby zamieszkałe w pobliżu siedziby szkoły. Nie jest jednak dobrym rozwiązaniem to, aby wszyscy sędziowie w Polsce pochodzili z jednego miasta. Zasadom logiki urąga również przekonanie, że aplikant wykształcony w KSSP po jej ukończeniu zdecyduje zgłosić się na wolne stanowisko sędziowskie np. w Augustowie albo innym sądzie położonym kilkaset kilometrów od miejsca swojego zamieszkania. Niskie wynagrodzenie nie zniweluje mu przecież niedogodności z tym związanych.

W świetle scentralizowanego charakteru szkoły prawdziwą katastrofę nowa ustawa przyniesie w zakresie zapewnienia naboru kadry nowych asystentów dla tych sądów, które położone są z dala od siedziby KSSP. Niewysokie wynagrodzenia oferowane asystentom pozwalają wątpić, aby osoby mieszkające w znacznej odległości od Krakowa starały się o przyjęcie na roczną aplikację ogólną, której ukończenie staje się warunkiem zatrudnienia na tym stanowisku. Faktu tego w żadnej mierze nie zmieni powołanie filii szkoły w Lublinie.

2cd547ae-ae1c-4f90-9ae7-d354b6c9ad61-38891694.jpg

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.