Wszystko przez ten przeklęty XVII wiek
Podobno wszystko rozstrzygnęło się w XVII wieku. To wtedy się nie załapaliśmy...
Pod koniec tego stulecia car Piotr I pchnął kraj na drogę do potęgi, wprowadzając brutalnie reformy absolutystyczne (m.in. obcinając nosy osobom dwukrotnie złapanym na paleniu fajki). Natomiast Anglia zbudowała imperium, osłabiając władzę królów. Nigdy już nie dowiemy się, czy Rzeczpospolita uratowałaby się, idąc drogą rosyjską, czyli gdyby któryś z naszych królów (Jan Sobieski?) jakimiś magicznymi metodami połamał szlacheckie swobody i narzucił nam Zachód. Wiemy jednak, że droga angielska - szanowanie prawa jednostek i przewaga parlamentu nad królem - przyniosła w Polsce inne rezultaty niż na Wyspach Brytyjskich. Na przełomie XVII i XVIII wieku Anglia jest krajem gospodarczej odwagi i finansowych eksperymentów. Wyprawy dalekomorskie, spółki handlowe, system nakładczy, uprawy rolne na skalę przemysłową, grodzenie. U nas to okres niespotykanego wcześniej konserwatyzmu mas szlacheckich, elit magnackich, a nawet mieszczańskich. W XVII nikogo nie kusiły eksperymenty z kapitalizmem.
Od tego czasu podejmowano liczne próby, jednostkowe i zbiorowe, aby społeczeństwo polskie przekabacić na stronę zachodniego stylu gospodarki. Przeżyliśmy nawet komunizm. Komuna, w wypaczonej formie, także opierała się na ideach wymyślonych na Zachodzie - tak się ludziom Zachodu przejadł kapitalizm, że aż wypracowali doktrynę zupełnego antykapitalizmu. Aż nastał Balcerowicz, ten solidarnościowy syn z nieprawego łoża.
Ale czy po tych wszystkich przełomach, transformacjach, reformach i rewolucjach staliśmy się społeczeństwem ludzi punktualnych, solidnych, oszczędnych, słownych, pracowitych, samodzielnych, praworządnych? Indywidualistów - przecież jednak skłonnych do współdziałania, gdy trzeba budować tzw. dobro wspólne? Poziom cywilizacji danego społeczeństwa najlepiej widać w podejściu do motoryzacji. Kiedy samochody są dobre, ale drogi liche, mamy społeczeństwo zamożne i zacofane zarazem. Jeżeli dochodzi do tego kiepskie przestrzeganie przepisów kodeksu drogowego, to jesteśmy w Europie B, a nie w Europie A. Poziom uprzejmości między pasażerami komunikacji publicznej, stopień tolerancji dla wulgaryzmów w tzw. przestrzeni publicznej, okazywanie zniecierpliwienia przez urzędników przyjmujących petenta, zapach unoszący się w publicznych placówkach służby zdrowia, inwektywy polityków, nieudolność przewidzenia zimy przez szefów kolei - to tylko niektóre spośród innych cech pozwalających odróżniać Europę A od Europy B.
A wszystko przez ten wiek XVII, niech go szlag.
@RY1@i02/2010/250/i02.2010.250.186.002c.001.jpg@RY2@
Jan Wróbel
Jan Wróbel
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu