Kryzys samorządności
Wyniki wyborów samorządowych nie są zaskakujące. Na poziomie regionalnym wybory do sejmików wojewódzkich odzwierciedlają ogólnopolskie preferencje partyjne. Pewnym zaskoczeniem może być pokonanie wysokich progów ordynacji (zdobycie mandatu do części sejmików wymaga większego poparcia niż uzyskanie mandatu poselskiego) przez ugrupowania regionalne: dolnośląski komitet R. Dutkiewicza czy górnośląski Ruch Autonomii Śląska. W dużych miastach powtórzyła się sytuacja z poprzednich wyborów; rada zdominowana jest przez partie polityczne, ale o wyborze prezydenta bardziej decydowała osobowość. Określenie "osobowość" w tym wypadku oznaczało wyraźne preferencje dla urzędujących prezydentów. Ordynacja powoduje, że najbardziej ludzkie oblicze mają wybory w mniejszych gminach. I tu także wyraźnie widoczna jest przewaga urzędujących wójtów i burmistrzów.
Preferencje wyborców są więc dość konserwatywne. Jednocześnie zaś przekonanie, że szanse wyborcze mają tylko rządzący lub silne ugrupowania partyjne, powoduje zubożenie społecznej aktywności. Warto więc zadać sobie pytanie o dalszy model rozwoju samorządności.
Czy oczekujemy sprawnej administracji publicznej realizującej określone zadania i usługi? Czy może poszukujemy formuły obywatelskiego współuczestniczenia w kształtowaniu teraźniejszości i przyszłości małych ojczyzn? Na czym nam zależy bardziej: na skutecznym zarządzaniu czy na wyzwoleniu społecznej energii...
Dyskusję taką należy poprzedzić poważnymi badaniami socjologicznymi. Bez nich stale będziemy się poruszać w ramach stereotypów. Szkodliwy dla rozwoju aktywności lokalnej może być zarówno model upartyjnienia samorządu, jak i model preferujący "partie władzy" urzędującego prezydenta. Wprowadzenie bezpośrednich wyborów wzmocniło władzę wykonawczą, ale to z kolei powoduje powrót do postrzegania radnych jako bezradnych. Pozorne oszczędności, jakie daje ograniczenie liczby radnych, przyniosło zmniejszenie reprezentatywności samorządowego przedstawicielstwa. Wprowadzenie ordynacji większościowej w dużych miastach, powiatach i województwach może przynieść konsekwencje zarówno pozytywne, jak i negatywne. Pozytywne, bo ludzie, wybierając konkretną osobę, mogą bardziej utożsamiać się z wybranymi; negatywną - bo jeszcze bardziej ograniczona zostanie reprezentatywność w radzie różnych grup zróżnicowanej społeczności lokalnej.
Frekwencja w wyborach samorządowych utrzymuje się od lat na podobnym poziomie. W tym sensie samorządność nie przeżywa dziś kryzysu tożsamości. Nadal wysoka jest ocena instytucji samorządu w badaniach opinii publicznej. Nie istnieje też realne niebezpieczeństwo likwidacji samorządności, choć stale pojawiają się różne tendencje centralistyczne. Poważne problemy w najbliższej kadencji mogą mieć charakter materialny, wynikający ze zbiegu niekorzystnych okoliczności: wyraźnego niedofinansowania zadań samorządowych i swoistego wyścigu inwestycyjnego realizowanego głównie na kredyt.
Problemy materialne są jednak do przeskoczenia. W dalszej perspektywie istotnym zagrożeniem staje się rzecz niematerialna: samorządność w obecnym kształcie nie służy poprawie jakości kapitału społecznego. Nie buduje naturalnych więzi zaufania i partnerskiej współpracy w wspólnotach lokalnych. Obawiam się, że zbyt mało współczesnych działaczy samorządowych przeczytało ze zrozumieniem książkę de Tocqueville’a "O demokracji w Ameryce", by dostrzec, ile przez to tracimy.
@RY1@i02/2010/228/i02.2010.228.207.002b.001.jpg@RY2@
Jarosław Kapsa, Urząd Miejski w Częstochowie
ŁS
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu