Co Barack Obama zrobi z deficytem
Prezydent powinien posłuchać rad komisji, która szukała sposobów na ograniczenie zadłużenia
Prezydent USA Barack Obama powołał ponadpartyjną komisję, która ma poszukać sposobów na ograniczenie zadłużenia publicznego. W ubiegłym tygodniu, mówiąc raczej w imieniu własnym niż całego panelu, jego współprzewodniczący demokrata Erskine Bowles i republikanin Alan Simpson opublikowali serię opcji i rekomendacji. Wynik ich prac stał się przedmiotem ataku zarówno postępowców, jak i konserwatystów. Nancy Pelosi, liderka Demokratów w Izbie Reprezentantów, odrzuciła je od razu.
Właściwe pytanie, które trzeba zadać, nie brzmi, czy rady przewodniczących zostaną zastosowane w całości. Byłoby dobrze, gdyby tak się stało, ale to niemożliwe. Właściwe pytanie brzmi, co teraz zrobi Obama. Czy uzna ten plan za sposób na przejęcie inicjatywy i zmuszenie USA do intensywnego zastanowienia się nad celami i środkami - coś czego on, reszta klasy politycznej i kraj jako taki starannie jak dotąd unikali? Czy też uzna plan, o który sam poprosił, za polityczną truciznę i pułapkę?
Jeżeli wybierze to drugie, co wydaje się prawdopodobne, będziemy mogli uznać, że USA stały się niesterowalne. Plan Bowlesa-Simpsona ma znaczenie nie tylko z racji swojego meritum, ale nawet bardziej z racji tego, co mówi o zdolności rządu.
Jeżeli chodzi o sam plan, to jest on dobry. Przewodniczący chcą rozproszyć ciężar redukcji deficytu na tak wiele programów, jak to możliwe, i zreformować system podatkowy. Żaden duży program wydatków nie zostanie oszczędzony. Program emerytalny Social Security miałby zostać ulepszony (między innymi przez niewielkie i odłożone w czasie podwyższenie wieku emerytalnego). Medicare, program ubezpieczeń medycznych dla osób starszych, zostanie ograniczony. Podobnie jak wydatki na obronę.
Po stronie podatkowej stawki krańcowe spadłyby dla niemal wszystkich podatników, a jednak przychody wzrosłyby dzięki eliminacji lub ograniczeniu ulg. Większość Amerykanów płaciłaby wyższe podatki, co pomogłoby ograniczyć publiczne potrzeby pożyczkowe, ale ich motywacja do pracy i oszczędzania by wzrosła.
Przy tak szeroko zakrojonych propozycjach zawsze jest się do czego przyczepić. Ogólna korekta fiskalna może się okazać zbyt łagodna. Zbilansowanie budżetu zajmie dziesięciolecia (choć dług publiczny zacznie spadać szybciej). Przewodniczący przyjęli również cel utrzymania na czas nieokreślony przychodów na poziomie nie więcej niż 21 proc. produktu krajowego brutto, nie tłumacząc dlaczego.
Tę liczbę można kwestionować: podobnie jak zamiar jej utrzymania na stałym poziomie. Samo starzenie się populacji podwyższy wymagania, jeżeli chodzi o przychody. Z drugiej strony można argumentować, że abstrahując od trendów demograficznych, ciężar fiskalny danego wolumenu usług publicznych powinien spadać wraz z upływem czasu w gospodarce, która staje się coraz bogatsza.
Jest się o co spierać, zarówno w skali mikro, jak i makro, ale podstawowa strategia jest słuszna. Podstawowy fakt jest taki, że bez czegoś podobnego amerykański problem fiskalny jest nierozwiązywalny. I choć zadłużenia nie można ograniczyć bezboleśnie, to plan ten nie jest, jak argumentuje wielu demokratów, sadokonserwatywną fantazją.
Przewodniczący oprócz skuteczności przywiązywali dużą wagę do sprawiedliwości. Proponują, dla przykładu, opodatkować dywidendę i zyski kapitałowe tak jak zwykłe dochody, co da kodeksowi podatkowemu (nie wspominając o niższych stawkach krańcowych) silny bodziec postępowy. Ich rekomendacje dotyczące reformy Social Security sprawią, że osoby ubogie i starsze będą się miały lepiej, a nie tylko unikną cięć. I tak dalej. Plan atakuje nadciągające problemy fiskalne, jest prowzrostowy i sprzyja biednym. Jest pole do kompromisu między rozsądnymi ludźmi.
Być może zastanawiacie się: a co z prezydentem? Dobre pytanie. W 2008 roku obiecywał wypełnić wielką pustą przestrzeń po środku. Dodatkowo przypominam sobie, jak wiele mówił o mierzeniu się z trudnymi pytaniami i wyprowadzeniu kraju z partyjnego paraliżu w kierunku sensownych rozwiązań. Te apele nie zniknęły, podjęto również pewne działania. Nikt nie powie, że ta administracja nic nie robi. Najtrudniejsze pytania są jednak pomijane, a Obamie nie udało się przejąć inicjatywy.
Panie prezydencie, oto pańska szansa. Mianował pan dwóch wspaniałych przewodniczących, by pokierowali komisją. Oto ich rada. Niech pan ją przyjmie. Uzna za swoją. Zaryzykuje konfrontację z zelotami na Kapitalu i, na Boga, zrobi coś z tym.
TŁUM. TK
© The Financial Times Limited 2010. All Rights Reserved
Clive Crook
"The Financial Times"
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu