Dziennik Gazeta Prawana logo

Czas ostrzej zagrać z Chinami

2 lipca 2018

Trzeba skończyć z ugłaskiwaniem Pekinu, który łamie zasady obowiązujące w MFW i WTO

uSA doświadczają rachitycznego wzrostu, trwałego bezrobocia i rosnącego deficytu handlowego. Mimo całego gadania o wojnie walutowej między USA a Chinami największą niespodzianką jest to, że tak naprawdę do niej nie doszło. Wzrost protekcjonizmu, który wydawał się prawdopodobny w 2008 roku, nie nastąpił. Jeszcze nie. Politycy w USA zasłużyli na szacunek za swoją powściągliwość - podobnie jak ich wyborcy, bo gdyby elektorat domagał się zbrojnej polityki handlowej, Waszyngton z pewnością nie zawahałby się przed jej wprowadzeniem. Prawdę, że rozszerzające się spory handlowe w ostatecznym rozrachunku szkodzą wszystkim, powoli wszyscy zaczynają przyswajać. Ale ile ta wyrozumiałość może jeszcze potrwać?

Siły popychające Waszyngton i Pekin do serii sankcji i działań odwetowych narastają. Początkowo mocne amerykańskie ożywienie gospodarcze słabnie. Konsumenci spłacają długi i będą to robić jeszcze przez wiele lat, co ogranicza popyt wewnętrzny. Zatrudnienie w nietypowy sposób pozostaje w tyle za wzrostem produkcji, bo zamiast tworzyć miejsca pracy w normalnym tempie, gospodarka zwiększa wydajność.

Rodząca się ortodoksja głosi, że w najlepszym wypadku miną lata, zanim bezrobocie spadnie do 4 - 6 procent, czyli poziomu, do jakiego USA się przyzwyczaiły. Koszty recesji według tego poglądu są przynajmniej częściowo stałe, a nie przejściowe. Ta obawa z łatwością może stać się samospełniającą się przepowiednią, bo osłabia morale i wytrąca argument za dodatkowym pakietem stymulacyjnym. Jeżeli długoterminowa stopa bezrobocia wzrośnie, możliwości prowadzenia zaradczej polityki monetarnej i fiskalnej się skurczą.

Pozostaje więc ostrzej zagrać z Pekinem. Amerykańskie narzekania na chińską politykę walutową są słuszne: jest ona bez wątpienia protekcjonistyczna. Stałe i celowe niedoszacowywanie waluty działa jak cło importowe połączone z dopłatami do eksportu. Od kiedy Chiny ogłosiło w czerwcu poluzowanie kursu juana wobec dolara, waluta ta niemal nie drgnęła.

Polityka taniego juana gwałci nie tylko ducha zobowiązań, które Państwo Środka przyjęło na siebie, gdy weszło do MFW i WTO. Szkody, jakie ta polityka wyrządza innym krajom, są realne. Gdyby juanowi pozwolono się umocnić, eksport USA do Chin by wzrósł, a wraz z nim zatrudnienie. Silniejszy juan nie uleczyłby bolączek gospodarczych Waszyngtonu, ale z pewnością byłby pomocny w reformach.

Jeżeli bezpośrednie działania przeciwko Pekinowi - np. cła wyrównawcze na import - miałyby przynieść efekt, nie należałoby się wahać z ich wprowadzeniem. Kraje mają prawo do działań odwetowych. Jest jednak pytanie, nad którym powinni się pochylić zwolennicy bardziej zdecydowanych działań: czy rzeczywiście przyniosą one pożądany skutek? Nie pytajcie, czy to usprawiedliwione, pytajcie, czy to zadziała. Rozważając to pytanie, na wiosnę zalecałem stronie amerykańskiej ostrożność - i takie było podejście administracji. Agresja może się łatwo odbić czkawką. Czerwcowa obietnica poluzowania kursu juana przed szczytem grupy G20 w Toronto - i milczące przyznanie przez Chiny, że ich międzynarodowe zobowiązania rosną - sugerowała, że miękkie podejście przynosi rezultaty. Prawda jest taka, że Chiny nie dotrzymały umowy, zignorowały tych, którzy wzywali do cierpliwości, i potwierdziły opinie tych, którzy uważali, że ugłaskiwanie Pekinu nic nie da.

Pomimo ryzyka trzeba teraz podjąć bardziej zdecydowane działania. Nacisk powinien być położony na rozwiązania multilateralne, a nie jednostronne akcje. Poprzez MFW i WTO Stany Zjednoczone i Europa mogą zaspokoić pragnienie Chin do odgrywania większej roli w świecie, a jednocześnie zobowiązać je do przestrzegania zasad, które same na siebie przyjęły. Silny nadzór MFW nad walutami - szczególnie jeżeli miałby być powiązany z karnymi sankcjami wprowadzanymi przez WTO - powinien zafunkcjonować wraz z większym nadzorem nad polityką fiskalną. Na to ustępstwo wobec Chin należałoby pójść w zamian za ich bardziej odpowiedzialne stanowisko w kwestii walut.

Jednocześnie USA i inne kraje mogą podjąć działania w ramach WTO na mocy istniejących przepisów, które zakazują "łamania postanowień tego porozumienia poprzez ruchy walutowe". Powinny się zorganizować, a administracja Obamy powinna formalnie określić Chiny mianem manipulatora walutowego - decyzja ta została wcześniej odłożona (wtedy myślałem, że słusznie), tylko po to, by nie uzyskać nic w zamian. Ponieważ plan ten nie zawiera natychmiastowych działań jednostronnych, wielu w USA może go uznać nie za eskalację, lecz kontynuację polityki ugłaskiwania prowadzoną innymi metodami. Równowaga musi jednak zostać zachowana. Bardziej zdecydowana polityka wobec Chin jest potrzebna, ale ryzyka wywołania serii działań odwetowych i poważnych szkód po obu stronach nie można lekceważyć.

TŁUM. TK

© The Financial Times Limited 2010. All Rights Reserved

Clive Crook

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.