Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Opinie

Polska oligarchia działkowa

1 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 1 minutę

Bastion komunizmu w demokratycznym państwie - te słowa pchają mi się pod pióro, kiedy myślę o Polskim Związku Działkowców.

Wzmiankowany związek jeszcze za komuny dostał za darmo tysiące hektarów ziemi (tylko trochę mniej niż powierzchnia stołecznego miasta Warszawy), a teraz dzieli nią i rządzi. Nikt mu nie podskoczy - gminy (prawowici właściciele), chcąc zbudować np. drogę przebiegającą przez teren ogródków działkowych, muszą się pięknie prosić, a i tak często gęsto odchodzą z kwitkiem. Działkowcy, aby dostać kawałek ogródka, muszą się zapisać do PZD i płacić mu haracz w postaci składek. ZDK ma na działki w Polsce monopol. I nikt nie ma prawa go kontrolować - ani Ministerstwo Infrastruktury, któremu formalnie podlega, ani Najwyższa Izba Kontroli.

Ta święta związkowa krowa istnieje w niezmienionym kształcie od 1981 roku. I od tego czasu władza w niej spoczywa w ręku jednej rodziny. Prezesuje mu Eugeniusz Kondracki. A jego córka Magdalena jest dyrektorem w wydawanym przez PZD miesięczniku "Działkowiec". To najpotężniejsi ludzie w Polsce. Kilkanaście razy politycy różnych partii próbowali zniszczyć monopol PZD, oddając ogródki działkowcom za niewielką kwotę albo je w ogóle likwidując - na próżno. Lewicowi politycy skutecznie pomagali torpedować te plany. Teraz - także po raz kolejny - za działkowy interes weźmie się Trybunał Konstytucyjny. Może wreszcie tym razem uda się pozbyć oligarchów po polsku.

@RY1@i02/2010/185/i02.2010.185.000.002f.001.jpg@RY2@

Mira Suchodolska

Mira Suchodolska

mira.suchodolska@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.