Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Grzyby są, octu nie ma, czyli o różnicy między socjalizmem a wolnym rynkiem

1 lipca 2018

Czym się różni kapitalizm od siermiężnych czasów PRL-u? Tym, że wszystko jest na odwrót.

Wtedy kartka na mięso była papierem wartościowym, dziś każdy, kto kupi akcje, może zostać właścicielem zakładów mięsnych. Za komuny praca sama szukała obywateli, z kolei dziś praca każe znaleźć się sama.

Kolejnym przykładem rewolucyjnej różnicy jest zawartość półek osiedlowych sklepów. Efektem kryzysu realnego socjalizmu był wszechobecny ocet. W sklepach nie można było kupić niczego innego poza nim. W przezroczystych butelkach z białą etykietą ocet straszył i stał się jednym z symboli rządów ekipy gen. Wojciecha Jaruzelskiego.

A dziś? No cóż, rodzajów octu jest tak dużo, że trudno je zliczyć, a mimo to go brakuje. Choć jeszcze nie jest sprzedawany spod lady, to jednak staje się towarem deficytowym. Z ulgą można przyjąć tylko, że tłumaczenie handlowców jest takie samo jak to sprzed ćwierć wieku. - Braki towaru są tymczasowe - zapewniają i obiecują, że dostawy już są w drodze i wkrótce półki oraz magazyny się zapełnią.

Ekonomiści uspokajają: nie grozi nam powrót rzeczywistości sprzed 30 lat. - Wszystko przez sezon na grzyby - tłumaczy prof. Jerzy Osiatyński, były minister finansów. - W tym roku jest ich prawdziwy wysyp i obywatele rzucili się, by przygotowywać przetwory.

Czy oznacza to, że w latach 80. grzybów było mniej? Tego pewnie nikt nie zbada.

@RY1@i02/2010/182/i02.2010.182.000.002a.001.jpg@RY2@

Fot. Artur Chmielewski

Tomasz Żółciak

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.