Kto nas obroni przed obrońcami
Bywają takie książki, pojęcia i idee, które ni z tego, ni z owego stają się sławne. "Orientalizm", "klasa robotnicza", "O pochodzeniu gatunków..." Ponad 15 lat temu Benedict Anderson wydał taką książkę: "Wyobrażone wspólnoty" traktującą o tworzeniu narodów. Ciężka praca intelektualistów, polityków, działaczy społecznych, ludzi dobrej woli, przemysłowców (czy wiecie państwo, że większość noszonych od wieków kiltów i tartanów powstało w XIX wieku? Sprzedawały się bardzo dobrze na fali narodowych odczuć). Anderson pokazał, że kolektywne wspólnoty to świat idei, a nie namacalnej rzeczywistości. Można je wymyślić, tylko trzeba trafić w dobry czas z dobrą ideą.
Myślicie, drodzy czytelnicy, że powstaną dwa narody, pisacki i peocki? Fundamenty już istnieją. Każdy z tych protonarodów ma swoich ludzi dobrej woli, swój język, swoich księży, swoich artystów i, oczywiście, swoje pomniki. A nawet swoje krzyże. Co najważniejsze, każdy z nich ma swojego wroga, a co jeszcze bardziej najważniejsze, każdy z protonarodów czuje się prześladowany. Wszyscy uważają, że dowodzą obroną (bronią krzyża, bronią demokracji), a w swoich przeciwnikach widzą nie tylko wrogów, ale i prześladowców. Okresowo widzą w nich nawet watahy do dorżnięcia - albo moralnych sprawców "zamachu na prezydenta".
Boże, miej nas w opiece, chciałoby się powiedzieć, gdyby nie trzeba było od razu zastrzegać, których nas.
@RY1@i02/2010/178/i02.2010.178.000.002f.001.jpg@RY2@
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu