Zbrojeniówka robi miny
Pompa, z jaką otwarto Międzynarodowy Salon Przemysłu Obronnego w Kielcach, który odwiedził nie tylko prezydent Bronisław Komorowski, ale też kilku ministrów - sugeruje, że nasze przedsiębiorstwa zbrojeniowe stanowią w NATO nie lada potęgę. Tymczasem cały ten zgiełk to tylko PR, dobre miny do złej gry. Nasz narodowy koncern zbrojeniowy, jakim miał być Bumar, od kilku lat nie zawarł żadnego nowego kontraktu eksportowego, choć równie długo zapowiada, że właśnie finalizuje negocjacje. Prawda jest taka, że stare, zawarte przed laty umowy eksportowe już wygasają, a nowych nie widać. Nieoficjalnie od wojskowych usłyszeć można, że po prostu nie ma własnych, nowoczesnych produktów. Nieliczne rodzynki, jak na przykład pojazd opancerzony Rosomak, są produkowane na zagranicznych licencjach, co eksport znacznie utrudnia albo wręcz uniemożliwia - licencjodawca równie dobrze może je na innych rynkach sprzedawać sam. Zbrojeniowe firmy zagraniczne zjechały więc tłumnie do Kielc nie po to, żeby coś od nas kupić, ale żeby nam sprzedać swój towar.
Polska zbrojeniówka wykończyła się sama. Pierwszy samobójczy strzał padł jeszcze za czasów SLD, po rozpoczęciu wojny w Iraku. Wtedy Bumar zawarł kontrakt na dostawę helikopterów i broni. Transakcja zakończyła się aferą, ponieważ samoloty używane sprowadzono z Ukrainy i bez remontu wysłano do Iraku. Poważne zastrzeżenia zgłaszano też do broni. Popsuliśmy sobie opinię tak skutecznie, że na rynku irackim długo jeszcze nie mamy czego szukać. Drugą serię strzałów samobójczych, bo od własnego rządu, otrzymał rodzimy koncern zbrojeniowy w czasie trwania koalicji PiS, LPR i Samoobrony. Walczący z układem wytropili i ujawnili, w drodze przecieków do prasy, wszystkich zagranicznych pośredników Bumaru. Podziękowano też ustosunkowanemu pośrednikowi w Indiach, dzięki któremu nasz sprzęt bojowy trafiał do tamtejszej armii. Ktoś uznał, że bierze zbyt dużą prowizję. Nowego nie znaleziono. Od tej pory polskich dostawców w Indiach zastąpili zagraniczni konkurenci. Obecna wizyta premiera Donalda Tuska ma na celu m.in. ponowne nawiązanie kontaktów handlowych, jeśli jeszcze jest to możliwe.
Strzałem w dziesiątkę nie był także sam pomysł stworzenia z Bumaru zbrojeniowego monopolisty. Na taki pomysł wpadł rząd SLD, aby poszczególne zakłady nie konkurowały ze sobą zarówno na rynkach zagranicznych, jak i wobec jedynego odbiorcy w kraju, czyli - MON. Po latach widać, że wrzucenie do jednego worka firm osiągających zyski (takich jak Polskie Centrum Optyki czy Maskpol) ze słabeuszami (jak Bumar Łabędy) przedłuża agonię potencjalnych bankrutów, ale uniemożliwia rozwój pozostałym. Koncern bowiem zabiera pieniądze tym, którzy je zarabiają, by łatać deficyt słabeuszy. Bumar Łabędy w ciągu pierwszego półrocza 2010 r. sprzedał za około 90 mln zł, a w rubryce straty zanotował... 84 mln zł. Taka polityka być może gwarantuje spokój rządzącym, podoba się też związkom zawodowym, ale pozbawia szans rozwoju tych, którzy jeszcze je mają. Apetyt Bumaru więc rośnie. Chciałby jak najszybciej przejąć te przedsiębiorstwa, które jeszcze nie zostały wcielone do narodowego koncernu. Tym szybciej, że to właśnie one - np. Huta Stalowa Wola - mają obecnie produkty, które mogą zainteresować zagranicznych nabywców. Dotychczasowe sukcesy koncernu w zdobywaniu zagranicznych odbiorców gwarantują, że on im tych klientów nie znajdzie.
Od samobójczych strzałów padają też inne ofiary. Utworzenie zbrojeniowego monopolisty powoduje m.in., że za niektóre towary, na przykład amunicję, wojsko polskie płaci o wiele drożej, niż gdyby kupowało je za granicą. Doktryna obronna mówi, że kulki muszą być produkowane w kraju. Na wypadek gdyby wróg odciął nas od dostaw. Wrogów zewnętrznych szczęśliwie nie widać. Brak dobrych pomysłów na rozwój zbrojeniówki każe się ich jednak dopatrywać we własnych szeregach.
@RY1@i02/2010/176/i02.2010.176.000.011d.001.jpg@RY2@
Fot. Artur Chmielewski
Joanna Solska
Joanna Solska
Autorka jest publicystką tygodnika "Polityka"
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu