Prywatyzacja ze związkowcami w tle
Felieton Marcina Piaseckiego ("DGP", 11.08) o zablokowanej przez związki prywatyzacji PKS Gostynin wywołał falę polemik dużo większą niż sam Gostynin.
wiceminister Skarbu Państwa
Ministerstwo zrobiło wszystko, aby stworzyć klimat do konstruktywnego dialogu między związkami zawodowymi a potencjalnym nabywcą spółki. Niestety niezrozumienie przez związkowców ich kluczowej roli w negocjacjach spowodowało, że inwestor postanowił się wycofać.
Postulaty pracowników nawet tak niewielkiego przedsiębiorstwa jak to w Gostyninie nigdy nie były dla resortu problemem marginalnym. Zaproponowaliśmy spółce takiego inwestora, o którym wiedzieliśmy, że odpowiednio zabezpieczy socjalnie przyszłość pracowników i ich rodzin - mimo że nie na nas spoczywała ta odpowiedzialność. MSP ma doświadczenie w wielu podobnych prywatyzacjach i wie, jak przeprowadzić je w sposób rzetelny i przemyślany. Warto zastanowić się natomiast nad tym, dlaczego lokalne związki zawodowe, które z założenia powinny chronić prawa socjalne swych członków, utrudniają proces racjonalnej prywatyzacji. Wszakże wraz z MSP mają ten sam cel - dobro pracowników. Odnoszę wrażenie, że w przypadku PKS Gostynin nie graliśmy do tej samej bramki. Gostynin to przykład nierozumienia swej roli ze strony szefów lokalnych struktur związkowych, a nie uległości resortu. Oby był ostatni.
Region Mazowsze NSZZ "Solidarność"
Z przykrością po raz kolejny przeczytałem artykuł, który w sposób nierzetelny opisuje rolę związków zawodowych. Na podstawie jednego przypadku wysnuwa się wnioski, które odbiegają od rzeczywistości, deprecjonują rolę związków i negują obowiązujący w UE model dialogu społecznego.
W większości przypadków postawa związkowców prowadzi do podpisania pakietów socjalnych, co jest jednym z ważnych elementów udanej prywatyzacji. Ich celem powinno być dobro firmy i pracowników przy jednoczesnym zabezpieczeniu interesów państwa. Prywatyzacja w wielu dziedzinach jest z pewnością korzystna, wyzwala nowe możliwości, ale trudno o uzasadnienie dla zapowiadanej sprzedaży takich wzorowo zarządzanych, wypracowujących dla właściciela zyski firm, jak Lotos czy PKO BP. Są one nowoczesne, o ogromnym potencjale. Rodzi się pytanie: w jakiej perspektywie czasowej zwolennicy przyspieszenia prywatyzacji widzą korzyści Polski? Jeśli w rocznej czy dwuletniej, to można się zgodzić, ale jakie źródła zasilą polski budżet po sprzedaży wszystkich firm, gdy nie będzie również przychodów z dywidend? Pozostaną tylko nasze podatki? Nieciekawa perspektywa.
prezes zarządu KGHM
Związkowcy z KGHM od dawna z alergią reagują na wszelkie projekty związane w wydobyciem miedzi poza granicami naszego kraju. Ostatnio Józef Czyczerski, członek rady nadzorczej KGHM i jednocześnie szef miedziowej "Solidarności", zarzucił mi "celowe przestępcze działanie na szkodę spółki". Nie jest prawdą, że budowa kopalni w Niemczech i uruchomienie produkcji miedzi przerasta możliwości finansowe naszej firmy. To oddaje sposób myślenia związkowców: najlepiej nic nie robić, nie poszukiwać nowych złóż, a wszystkim dać podwyżki niezależnie od tego, czy pracują dobrze, czy źle, gwarantując im przy okazji 10- albo 20-letnie zatrudnienie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu