O Afganistanie nie tym tonem
Przedwyborcza gorączka nie sprzyja merytorycznej debacie o misji afgańskiej
Meandry polskiej polityki wewnętrznej wielokrotnie przesuwały Polskę a to bliżej Waszyngtonu, a to Brukseli. Przez ostatnie dwadzieścia lat Warszawa nie zatraciła jednak odpowiednich proporcji. Przeciwnie, przez wszystkie te lata korzystała ze swojej euroamerykańskiej orientacji.
Obecna debata nad wycofaniem polskich wojsk z Afganistanu grozi naruszeniem tej równowagi. To prawda, że deklaracje polskich polityków zdają się iść w sukurs deklaracjom prezydenta Baracka Obamy, który chce rozpocząć proces wycofywania amerykańskich wojsk w 2011 r. Retoryka administracji Obamy jest jednak znacznie bardziej złożona. Waszyngton nie wyznacza daty ostatecznego wyprowadzenia wojsk. Przeciwnie, sytuacja w Afganistanie jest dziś tak trudna, że Obama stoi przed politycznie toksyczną decyzją przedłużenia misji. W tym samym czasie Polska ogłasza zamiar kończenia swojego udziału i publikuje na rządowych stronach ostre stwierdzenia o zmęczeniu Sojuszu i potrzebie przejścia ze strategii ofensywnej na defensywną.
Zostawiając na boku merytoryczne aspekty tych argumentów, wszelkie założenia natury strategicznej powinny być najpierw spokojnie i szczegółowo omówione z sojusznikami w NATO, zanim zaczną o nich deliberować dziennikarze.
Słowa, nawet te rzucane w gorączce wyborczej, mogą mieć długotrwałe konsekwencje. Muszą rzutować na to, jak Polska jest postrzegana w Ameryce. I to w szczególnie delikatnym okresie redefiniowania amerykańsko-rosyjskich stosunków i nowego kontekstu geostrategicznego Europy Środkowej. Tak zdecydowanie stawiana kwestia wycofania polskich wojsk, bez oglądania się na problemy, jakie to może rodzić w samym NATO, stoi w sprzeczności z żądaniem od sojuszników wzmocnienia strategicznych gwarancji bezpieczeństwa (strategic reassurance).
To prawda, że strategia afgańska wymaga głębokiej dyskusji. Konieczna jest realistyczna ocena sytuacji i perspektyw dalszych działań. Ale niezależnie od tego, czy wojska natowskie ostatecznie będą kontynuowały działania zbrojne w regionie i czy wyjdą za rok, za dwa lata, czy później, wszelkie ustalenia powinny być wypracowane wspólnie.
Sojusz musi mówić jednym głosem. Polska powinna wyraźnie akcentować swoje stanowisko, ale na zupełnie innym forum. Wewnątrz NATO, wykorzystując do tego każdy instytucjonalny mechanizm. Włącznie z bilateralnymi stosunkami z USA. Jeżeli NATO ma dalej skutecznie funkcjonować, obie strony - zarówno Ameryka, jak i Europa - muszą mieć poczucie wspólnoty działań i celów. Obecnie Afganistan, a raczej polityka afgańska poszczególnych państw członkowskich prowadzi do rozszczepiania się Sojuszu na ten ze stolicą w Waszyngtonie i ten w Brukseli. I w tym, niepotrzebnie, Polska miała w zeszłym tygodniu swój udział. To nie może poprawić bezpieczeństwa w Europie Środkowej.
Jako członek NATO Polska ma pełne prawo do formułowania swojej pozycji co do przyszłości kampanii w Afganistanie. Ale ma też obowiązek, jako jeden z najbardziej zaangażowanych uczestników misji ISAF, którego żołnierze podejmują każdego dnia ryzyko, czasem płacąc najwyższą cenę.
Jednak zmiany strategii trzeba wypracować kanałami politycznymi poprzez struktury dyplomatyczne i wojskowe, trzymając się z dala od wyborczej retoryki.
Andrew A. Michta
ekspert ds. bezpieczeństwa
Autor jest naukowcem w Woodrow Wilson Center w Waszyngtonie
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu