Szybkie zaciskanie pasa bywa szkodliwe
Spiesz się powoli. To rada, którą odziedziczyliśmy po starożytnych Rzymianach. Zachodni decydenci powinni wziąć ją sobie do serca.
W obliczu deficytów fiskalnych wielu z nich doszło do wniosku, że powinni zacisnąć pasa tak szybko, jak to możliwe, w nadziei, że przyniesie to natychmiastowe efekty. Moim zdaniem nie mają racji.
Jak zauważają Alberto Alesina i Silvia Ardagna z Harvardu, perspektywa mniejszego deficytu mogłaby poprawić nastroje wśród konsumentów, inwestorów i podnieść w ten sposób konsumpcję oraz obniżyć premię za ryzyko zawartą w stopach procentowych. Jednocześnie po stronie podażowej zaostrzenie polityki fiskalnej może zwiększyć podaż pracy, kapitału lub przedsiębiorczości. Ogólna ich konkluzja jest taka, że korekty fiskalne "oparte na redukcji wydatków bez podnoszenia podatków mają większe szanse na zredukowanie deficytów i długu, liczonych jako odsetek produktu krajowego brutto, niż takie, które oparto by na podwyżce podatków. Dodatkowo istnieje mniejsze prawdopodobieństwo, że korekty po stronie wydatkowej doprowadzą do recesji, niż to ma miejsce w przypadku strony podatkowej".
To nie jest przekonywająca argumentacja. Autorzy zebrali dane od państw członkowskich Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju z lat 1970 - 2007. Ale konsekwencje zaostrzenia polityki fiskalnej zależą od okoliczności.
Ograniczenie deficytu musi zostać zrównoważone przez przesunięcia w bilansach prywatnych i zagranicznych. Jeżeli redukcja fiskalna ma mieć charakter ekspansywny, wzrosnąć musi eksport netto i wydatki prywatne lub stopa oszczędności prywatnych musi spaść. Stąd doświadczenie z zaostrzeniem polityki fiskalnej będzie zupełnie różne, kiedy dotyczy kilku małych krajów, a nie wielu dużych krajów równocześnie. Kiedy sektor finansowy jest w dobrej kondycji, a nie przygnieciony długami, kiedy stopy procentowe są wysokie, a nie bliskie zeru. Kiedy popyt zewnętrzny pozostaje dynamiczny i kiedy realne kursy walut spadają szybko, a nie pozostają stałe.
Amerykański Komitet ds. Odpowiedzialności Budżetu Federalnego przeanalizował przypadki Kanady, Danii, Finlandii, Irlandii i Szwecji. Uderza znaczenie popytu zewnętrznego i, w kilku przypadkach, znacznej deprecjacji kursu walutowego. Wątpię, by te przykłady sukcesu miały naprawdę znaczenie dla dzisiejszych Stanów Zjednoczonych i UE.
Ale jaka jest alternatywa? Jeżeli wysokie deficyty się utrzymają, rynki wpadną w panikę, stopy procentowe podskoczą, a dynamika narastania długu zacznie wyglądać paskudnie. Odpowiedź jest taka, że jeżeli rządy muszą utrzymywać deficyty, by wesprzeć popyt w czasie osłabienia sektora prywatnego, to zawsze mogą pożyczyć od banków centralnych. To "drukowanie pieniędzy". To również obłąkańczo radykalna polityka, rekomendowana w 1948 r. przez samego Miltona Friedmana. Jego zdaniem rząd może zwiększać podaż pieniądza w czasie recesji i ograniczać ją w okresie boomu. Kraj z płynnym kursem walutowym może w ten sposób ustabilizować gospodarkę bez destabilizowania rynków. Haczyk polega na tym, że ktoś musi zdecydować, kiedy polityka fiskalna lub monetarna spełniła swoje zadanie. Obiegowa mądrość głosi, że zdecydowane zaostrzenie polityki fiskalnej, skoncentrowane na wydatkach, wypromuje wzrost prywatnych inicjatyw. Mam nadzieję, że okaże się to prawdą, ale głęboko w to wątpię.
tłum. TK
© The Financial Times Limited 2010. All ights Reserved
Martin Wolf
publicysta "Financial Timesa"
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu