Głowa, nie paragraf
Kiedyś tego typu sprawy załatwiało się prościej: ojciec, mąż czy kolega nachodzonej przez stalkera ofiary zwoływał ekipę i spuszczali dręczycielowi manto. Ponawiali perswazję tak długo, aż osiągnęli efekt i prześladowca na widok niedoszłej ofiary brał nogi za pas. Ale tak jak nie przystoją dorosłemu zachowania niesfornego uczniaka z pierwszej klasy, tak w państwie prawa rolę pięści cedujemy na odpowiednie instytucje. Problem w tym, że nie bardzo przykładały się one do obrony swoich obywateli przed czymś, co także w języku polskim nauczyliśmy się nazywać stalkingiem.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.