Niepewność inkwizytora., czyli paradoks Kurtyki
Niedawna wypowiedź Janusza Kurtyki zaskoczyła mnie. I to pozytywnie.
Prezes IPN, który dotychczas widział świat wyłącznie poprzez materiały bezpieki, stwierdził że, co prawda Ryszard Kapuściński był tajnym współpracownikiem służb, lecz "zostaną po nim przede wszystkim książki, a więc dzieło - wybitne dzieło - i to nie ulega wątpliwości". Aczkolwiek nadal wydaje mi się wątpliwe, czy szef instytucji, której głównym zadaniem jest zarządzanie archiwum, ma prawo wydawać sądy, kto był, a kto nie był tajnym współpracownikiem komunistycznych służb specjalnych, to samo stwierdzenie, że na uznanie zasługuje ktoś odnotowany przez bezpiekę jako TW, jest w IPN czymś nowym.
Prezes zdaje się przyznawać, że świat PRL-u nie był jedynie czarno-biały i dla jego oceny potrzebna jest nie inkwizycja, lecz rzetelne badania. Jak dotychczas jednak to rola inkwizycyjna IPN była najbardziej widoczną częścią pracy instytutu. Szkoda - bo przecież dzięki IPN obok lustracyjnej inkwizycji ukazywało się wiele pozycji rzetelnie ukazujących problemy naszej najnowszej historii. Gdyby rola IPN została do tego ograniczona, moglibyśmy mówić o sukcesie.
Niestety IPN jawi się opinii publicznej jako rozdawca wyroków, który występuje jednocześnie w roli śledczego, oskarżyciela i sądu. To tam powstają listy o proskrypcyjnym charakterze, zaś prominentni IPN-owcy urzędnicy rozdają świadectwa moralności i ferują wyroki. Dopiero w sprawie Ryszarda Kapuścińskiego prezes IPN zachował godne pochwały umiarkowanie.
Problem, jaki mamy z Ryszardem Kapuścińskim, przypomina zapomnianą dziś sprawę Stanisława Brzozowskiego. Brzozowski oskarżony został o współpracę z carską Ochraną na podstawie list dostarczonych rosyjskiemu rewolucjoniście przez skruszonego funkcjonariusza tejże Ochrany. PPS-owski sąd partyjny wydał wyrok potwierdzający współpracę, zaś w obronie Brzozowskiego stanęli Karol Irzykowski i Ostap Ortwin, pisząc broszurę "Lemiesz i szpada prze sądem partyjnym". I dziś ten właśnie tekst może być przykładem walki o obiektywne i rzetelne poszukiwanie prawdy. Nigdy prawdopodobnie jej nie poznamy, jednak cóż to ma za znaczenie wobec tego, co Brzozowski wniósł do polskiego życia intelektualnego. "Legenda Młodej Polski", "Płomienie" czy "Idee" pozostały. A wyrok na ich autora jest dziś zaledwie przykładem tego, jak partyjne myślenie może deformować widzenie świata, nawet u szanowanych i uznanych autorytetów, jakimi byli uczestnicy PPS-owskiego sądu.
Na szczęście Ryszard Kapuściński odchodził otoczony powszechnym uznaniem jako jeden z najwybitniejszych polskich pisarzy i nie spotkał go los Brzozowskiego, który zmarł na obczyźnie.
W sprawie lustracji i dostępu do materiałów wyprodukowanych przez SB i UB od początku ścierają się dwa skrajne stanowiska. Jedno to rodzaj manichejskiego myślenia, że poznanie bezpieczniackich archiwów ukaże nam całą prawdę o PRL-u, oddzieli złych od dobrych, PRL zostanie odrzucony i staniemy się krajem pełnym szczęśliwości i uczciwości. Inna sprawa, że inkwizycyjny zapał ma bardzo jasno ukierunkowane polityczne ostrze i skierowany jest najczęściej w stronę politycznych wrogów. Ma to dodatkowy aspekt deprecjonowania opozycyjnej przeszłości. Ataki czy to na Lecha Wałęsę, czy Jacka Kuronia mają na celu pokazanie, że opozycja demokratyczna była w istocie na pasku bezpieki. Inaczej mówiąc, każdy, kto władzy komunistycznej się sprzeciwiał, jest z istoty podejrzany (chyba że jest dziś w naszym obozie politycznym), zaś naród był czysty w swym anonimowym oporze. Celem lustracyjnych tropicieli, podobnie jak niegdyś inkwizycji, jest oczyszczenie świata, jego podział na dobro i zło absolutne. O nich to pisał poeta:
"Jak ich rozpoznać? Wykrój powiek
Mają nie ten, co zwykły człowiek,
I w oczach mętny błysk owadzi -
Ten ich najczęściej nagle zdradzi".
Powołując się często gęsto na Ewangelię, stwierdzają, że prawda nas wyzwoli, jakby nie zdając sobie sprawy, że prawda Ewangelii nie polega na ich przekonaniach, lecz na prawdzie absolutnej. I jako taką nie można jej odkryć, grzebiąc w ubeckich brudach. Dla nich Paweł z Tarsu, gdyby pojawił się w dzisiejszej Polsce, byłby jedynie faryzejskim agentem.
Towarzyszy temu przekonanie o absolutnej prawdziwości materiałów bezpieki. Bezpieka rzekomo nie fałszowała własnych dokumentów, chciała bowiem poznać prawdę. Ta opinia świadczy o niezrozumieniu istoty totalitarnego myślenia, jakim było tworzenie świata kłamstwa uzasadniającego władzę totalitarną. Bezpieka nie chciała poznawać, lecz być skuteczną w walce o panowanie swoje i partii. Jeden z czołowych pracowników IPN stwierdził, że w SB nie tworzono fałszywych agentów, bowiem zawsze, gdy wewnętrzna kontrola wykrywała fałszerstwa, to winnych surowo karano. Swoista logika - za co bowiem karano, skoro tego nie było?
Z drugiej strony przeciwnicy lustracji i odkrywania archiwów SB twierdzą, że materiały te przynoszą tylko brudy i nieszczęścia ludzkie. Rzeczywistość przyznała im częściowo rację. Jednak zapowiadana przez nich apokalipsa nie nastąpiła. Nie chcę minimalizować ludzkich krzywd wyrządzonych chociażby przez publikowane listy proskrypcyjne, jednak w większości przypadków poprzez ludzką solidarność i przyzwoitość udało się te oskarżenia minimalizować. Nie wydaje się też możliwe, by po prostu zamknąć tamte archiwa i udawać, że ich nie było. Ostatecznie jest prawem każdego człowieka zapoznanie się z tym, co zbierała na niego polityczna policja, zaś jest prawem obywatela poznanie prawdy o osobach sprawujących najważniejsze funkcje w państwie.
Mleko i tak zostało rozlane, różni ludzie oskarżeni i musiał istnieć jakiś system obrony przed tymi oskarżeniami. Dlatego gotów jestem bronić założeń ustaw, nad którymi pracowałem, zdając sobie sprawę z ich słabości i błędów. Błędy te należało poprawiać, jednak podstawowe założenie, że lustrację należy wyjąć z rąk polityków i przekazać do sądu, wydaje się trudne do podważenia. Władzę przekazano jednak IPN-owi, zaś politycy uczynili wiele, by IPN stał się emanacją myśli partyjnych ideologów.
Idealne rozwiązania są w tej sprawie niemożliwe. Przeszłości nie da się zamknąć w szafie, zaś opisu złożoności PRL-owskiej rzeczywistości nie zastąpią ideologiczne zaklęcia o okupacji i powszechnym narodowym oporze. Archiwa bezpieki mogą być wartościowe poznawczo wtedy jednak, gdy ich badacze zachowują się jak historycy, a nie jak małpa z brzytwą.
Co pewien czas powstaje pomysł, by po prostu odkryć wszystkie archiwa. Jego prostota kusi. Zwolennicy powołują się przy tym często na rozwiązania z archiwami NRD-owskiej Stasi. Jest to jednak powodowane nieznajomością tych rozwiązań. Ustawa niemiecka, też daleka od doskonałości, bardzo dba o to, by materiały nie zawierały danych dotyczących osób trzecich.
Pomijam trudności techniczne pełnego dostępu do archiwów - nawet w dobie internetu. Niewątpliwie taki pełny dostęp stworzyłby równych i równiejszych. Powstają też wątpliwości natury zasadniczej. Otóż ubeckie materiały zawierają informacje o ludziach zbierane w celu ich niszczenia drogą szantażu czy plotki. Informacje prawdziwe i nieprawdziwe. Jakim prawem mają się one stać powszechnie znane? Inwigilując ludzi, bezpieka "włamywała się" do naszych mieszkań i rozmów, łamała podstawowe prawa do intymności i prywatności. Ujawnienie tego łamie je po raz kolejny. I to nawet wtedy, gdy ukryje się tzw. informacje drażliwe.
Nie ma w tej sprawie rozwiązania idealnego. Powinno się z pokorą i świadomością ograniczeń szukać rozwiązań w miarę dobrych. I radziłbym wystrzegać się tych, którzy idealne rozwiązania znają i co gorsza chcą je wcielać w życie.
Powołajmy się znów na autora "Zniewolonego umysłu": "Jeżeli dwóch kłóci się, a jeden ma rzetelnych 55 procent racji, to bardzo dobrze i nie ma co się szarpać. A kto ma 60 procent racji? To ślicznie, to wielkie szczęście i niech Panu Bogu dziękuje! A co by powiedzieć o 75 procent racji? Mądrzy ludzie powiadają, że to bardzo podejrzane. No, a co o 100 procent? Taki, co mówi, że ma 100 proc. racji, to paskudny gwałtownik, straszny rabuśnik, największy łajdak".
@RY1@i02/2010/042/i02.2010.042.000.013a.001.jpg@RY2@
Fot. Krzysztof Jarosz/Forum
Jan Lityński polityk, publicysta, współzałożyciel KOR, polityk Partii Demokratycznej
polityk, publicysta, współzałożyciel KOR, polityk Partii Demokratycznej
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu