Gra pozorów
W Polsce mamy dwa rynki: wolny i rynek energii elektrycznej. W firmach dystrybucyjnych i w elektrowniach dostarczających prąd do mieszkań i domów czas zatrzymał się w końcu lat 80.
Wolny rynek to konkurencja, a ona w przypadku prądu nie istnieje. Co z tego, że można wybrać sprzedawcę prądu, skoro w praktyce jest to prawie niemożliwe. Co z tego, że można porównać ceny, skoro rozszyfrowanie rachunków za prąd to zadanie dla kryptologów. Konkurencja polega na tym, że klient wybiera towar do swoich potrzeb. W przypadku prądu takiej możliwości nie ma.
Na nie mniej skomplikowanym rynku telekomunikacyjnym dało się rozwiązać ten problem. Wiadomo, jak porównać taryfy, ile kosztuje rozmowa, a zmiana operatora to formalność. Czy z tej energetycznej gry pozorów można znaleźć wyjście? Wystarczy, żeby instytucja pilnująca porządku na tym rynku, czyli Urząd Regulacji Energetyki, wzięła pod lupę rachunki, zmusiła sprzedawców do większej elastyczności. Nie będzie to łatwe, ale warto spróbować. Z nie mniej oporną materią miała do czynienia prezes Urzędu Komunikacji Elektronicznej. Walka trwała lata, ale opłaciło się: klienci są zadowoleni, a operatorzy telekomunikacyjni narzekają mniej.
@RY1@i02/2010/017/i02.2010.017.000.002d.001.jpg@RY2@
Stanisław Koczot
stanislaw.koczot@infor.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu