Bogdan Wenta idzie po pierwsze złoto dla Polski
Bogdan Wenta, trener naszych piłkarzy ręcznych, stał się synonimem wszystkiego co najlepsze w tej powracającej w Polsce do świetności dyscyplinie sportu. Mało tego - zwrotnie - uwaga całej sportowej Polski koncentruje się przede wszystkim na nim, a nie na potencjalnych boiskowych bohaterach: Szmalu, Bieleckim czy Jurasiku. Trener gra w meczach austriackich mistrzostw Europy całą kadrową szesnastką i trudno dociec, czy na dotychczasowe zwycięstwa bardziej zapracował Jaszka, Rosiński czy Lijewski. A jak Lijewski, no to który z braci itd. Wenta jest jeden, zawsze z gorącą głową, machający rękoma przy linii. Dynamiczny, skuteczny i przez to łatwo rozpoznawalny. Wenta wyrósł ponad przeciętność i chociaż prezesem ZPRP jest Andrzej Kraśnicki, to wszyscy mają wrażenie, że trener dawno już przekroczył granice profesji klasycznie wyznaczone na świecie dla typowego coacha. Widać, że jego miłość do handballu to nie sposób na zarabianie pieniędzy, tylko na życie - wielka pasja. Widać też, że jego gorąca natura powoduje, że chce, aby polska piłka ręczna natychmiast nadrobiła dziesięciolecia zaniedbań, marazmu i zwyczajnej indolencji poprzednich działaczy. Niestety nie wszystko da się zrobić od razu. Wspomniany wyżej prezes Kraśnicki, kierujący związkiem raptem od czterech lat, bardzo sprawnie porusza się wśród federacyjnych notabli. Dzięki polskim medalom ostatnich dwóch edycji MŚ jego pozycja bardzo się wzmocniła, ale jeszcze nie na tyle, żeby kontrolować np. koalicję słoweńsko-chorwacką. Skutkuje to zabawnymi wydarzeniami, takimi choćby jak godzina rozpoczęcia naszego meczu z Hiszpanami. Pierwotnie mieliśmy grać o 20.15, ale po interwencji Słoweńców w austriackiej telewizji ORF (ona decyduje o kalendarzu spotkań) zmieniono ją na 18.30. Może dlatego sprawiedliwy Pan Bóg dał nam rozgromić Hiszpanów, a Słoweńców ukarał blamażem z Czechami. A tak na poważnie, dopiero zaczynamy się wspinać na szczeble drabiny, która da nam równe szanse w starciu z innymi przy zielonym stoliku. Na to niestety pracuje się latami, a nas nie było w elicie tej dyscypliny prawie trzydzieści lat. Więc na razie musimy z pokorą przyjmować łatanie plastrem dziurawej siatki w meczu ze Słoweńcami czy też techniczne niechlujstwo ORF w przygotowaniu stanowisk reporterskich i komentatorskich dla Polsatu. W siatkówce taka sytuacja jest nie do pomyślenia, no ale tam jesteśmy elitą od lat i każdy musi się z nami liczyć. W piłce ręcznej Wenta i jego zawodnicy wyprzedzili epokę. Dlatego Europa i świat patrzą na nas trochę ze zdziwieniem, gdy słyszą na konferencji prasowej z ust naszego trenera, że marzy o złocie ME. Dziwią się, bo przecież w żaden logiczny sposób nie da się wytłumaczyć apetytu na tytuł mistrza Starego Kontynentu kraju, w którym liga gra w przewadze w salach gimnastycznych, a wysokość budżetu przeciętnego klubu może tylko rozśmieszyć. Pomimo tego chcemy i idziemy po złoto. Pardon - Wenta idzie po złoto.
@RY1@i02/2010/017/i02.2010.017.000.020b.001.jpg@RY2@
Marian Kmita, szef sportu w Polsacie
Fot. M. Biczyk/Newspix.pl
Marian Kmita
szef sportu w Polsacie
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu