Dziennik Gazeta Prawana logo

Masowy napływ notariuszy nam nie grozi

1 lipca 2018

Zakwestionowane przez notariuszy przepisy przewidują alternatywną drogę dotarcia do zawodu, tzn. bez odbycia aplikacji. Ustawodawca postanowił wprowadzić to rozwiązanie, bo jeszcze niedawno liczba notariuszy była zbyt mała i nie pozwalała nawet na to, by każdy z aplikantów notarialnych mógł znaleźć patrona

Wyrok Trybunału Konstytucyjnego, który nie dopatrzył się niekonstytucyjności zaskarżonej ustawy o notariacie, zapewne ucieszył setki młodych magistrów prawa pracujących w kancelariach na podstawie umów cywilnoprawnych. Zgodnie z nowymi - konstytucyjnymi już - przepisami do egzaminu notarialnego może przystąpić nie tylko osoba, która zdała egzamin na aplikację, znalazła patrona i następnie na podstawie umowy o pracę wykonywała czynności prawnicze, ale również ta, która nie jest aplikantem (nie dostała się na nią lub w ogóle o nią nie zabiegała), ale jest w stanie udokumentować co najmniej pięcioletnie zatrudnienie na podstawie umowy cywilnoprawnej w kancelarii.

Co prawda pojawiają się głosy, że dopuszczenie do egzaminu osób współpracujących z kancelariami na podstawie umów-zleceń i umów o dzieło jest nieporozumieniem. Ja jednak nie do końca rozumiem, dlaczego ta kwestia postrzegana jest w złym świetle. Po pierwsze, obecny rynek pracy nie rozpieszcza młodych osób. Pracodawcy m.in. z powodu kryzysu coraz rzadziej decydują się na zatrudnianie osób na podstawie umowy o pracę. Tymczasem to, że ktoś nie dostał się na aplikację i na dodatek pracuje na podstawie umowy-zlecenia, nie oznacza, że jego praca jest łatwiejsza i nie wymaga zaangażowania. A nawet gdyby, to co z tego. Przecież spełnienie warunków przystąpienia do egzaminu nie jest równoznaczne ze zdobyciem uprawnień zawodowych. Dopiero zdany egzamin zweryfikuje, czy wiadomości i wiedza kandydata na notariusza są wystarczające. Co więcej uważam, że współczynnik zdawalności czy też niezdawalności egzaminu notarialnego będzie przypuszczalnie taki sam u aplikantów, jak i nieaplikantów. Ocenianie w tej chwili sposobu zdobywania wiedzy, a raczej zaszufladkowanie ludzi zatrudnionych na podstawie umowy cywilnoprawnej jako tych gorzej przygotowanych kandydatów, jest po prostu nieporozumieniem.

Zresztą, czy wiedza wszystkich aplikantów jest taka sama? Nie. Bo tak naprawdę przygotowanie aplikanta w dużej mierze zależy od jego patrona. Ten, kto aplikuje u bardzo dobrego notariusza zdobywa z reguły większą wiedzę niż ten, kto aplikuje u gorszego. Wiele też zależy od zaangażowania samego zainteresowanego, czyli kandydata na przyszłego notariusza. I to od tego w dużej mierze będzie zależało przygotowanie do egzaminu notarialnego, który nie należy do najłatwiejszych..

Trzeba też pamiętać jeszcze o - przepraszam za kolokwializm - zaworze bezpieczeństwa. By zostać notariuszem, nie wystarczy zdać egzamin, ale trzeba jeszcze przez dwa lata pełnić funkcję asesora i wykonywać czynności notariusza w kancelarii. Dopiero po zdobyciu tego dodatkowego doświadczenia można się ubiegać o wpis na listę notariuszy i otworzyć własną kancelarię.

Mam nadzieję, że samorząd notarialny uzna ostatecznie, że sprawuje taką samą pieczę zarówno nad aplikantami zatrudnionymi na umowy o pracę, jak i nieaplikantami na umowach cywilnoprawnych. Ja osobiście znam bardzo wielu dobrych nieaplikantów, którzy uzyskali doświadczenie i wiedzę nie gorszą niż ci, którzy formalnie mają status aplikanta.

Natomiast tym wszystkim, którzy mówią o ewentualnym fałszerstwie dokumentacji, powiem krótko: "Trzeba mieć zaufanie do dokumentów, które potwierdzają, że konkretna osoba przez pewien czas była zatrudniona na podstawie umowy cywilnoprawnej w kancelarii notarialnej". Zresztą fałszować można wiele innych dowodów, np. podpisy na liście obecności na zajęciach na aplikacji notarialnej.

Gdy ktoś kwestionuje prawdziwość jakiegoś dokumentu, to w tym momencie powinien zawiadomić prokuraturę o popełnieniu przestępstwa. Jeśli faktycznie zostanie ono udowodnione, to tym samym kandydat na notariusza, od którego wymagany jest nieskazitelny charakter, musi zostać zdyskwalifikowany.

Zarzuty były też wysuwane co do braku ustnej formy egzaminu notarialnego. Tymczasem obecnie coraz częściej odstępuje się od egzaminów ustnych, bo są one trudne do zweryfikowania. Od czasu wprowadzenia wyłącznie egzaminów pisemnych nie ma zarzutów o ewentualne protekcje, czy też o bardziej życzliwe lub nieżyczliwe traktowanie podczas egzaminu ustnego niektórych zdających osób. Egzaminom pisemnym towarzyszy większy stopień obiektywizmu. Szczególnie gdy mamy do czynienia z egzaminami testowymi. Nie wszystko jednak da się całkowicie zobiektywizować. Oczywiście, prawnik musi umieć mówić, ale akurat notariusz przede wszystkim powinien wykazać się umiejętnością pisania. Nie ma natomiast żadnych przeszkód, aby w ramach prowadzonych aplikacji uczono aplikantów, w jaki sposób należy występować i przemawiać. Zdobyte w ten sposób umiejętności mogą też być weryfikowane podczas kolokwiów w trakcie aplikacji.

Dopuszczenie do egzaminu notarialnego osób, które nie były zatrudnione na etacie, można nazwać czynnikiem sprzyjającym otwarciu zawodów prawniczych, w tym zawodu notariusza, i co popierałem jako minister sprawiedliwości. W innym zawodach prawniczych też następuje otwarcie, lecz samorządy nie kierują już nowych spraw do Trybunału Konstytucyjnego, mimo że sytuacja w nich jest identyczna.

Oczywiście, mówiąc o otwarciu zawodów prawniczych - które praktycznie już się dokonało, o czym świadczy nie tylko liczba aplikantów w poszczególnych samorządach, ale też liczba osób zdających egzaminy końcowe i uzyskujących wpis na listę osób uprawnionych do wykonywania zawodu - należy uczciwie mówić młodym ludziom, że mogą mieć problemy z pozyskaniem klientów. Nadal bowiem w niektórych środowiskach funkcjonuje mit, że każdy notariusz, adwokat czy radca prawny świetnie zarabia. To już historia. Olbrzymia konkurencja wśród prawników powoduje, że nawet osoby wykonujące już zawód z trudem utrzymują swoje kancelarie. Nie jest to oczywiście powód, by blokować możliwość wstępowania na rynek prawniczy, ale przyszli notariusze czy doradcy muszą mieć świadomość czekających na nich trudności. Liczba notariuszy w Polsce na przestrzeni ostatnich lat radykalnie się zwiększyła. Z jednej strony powoduje to znacznie większą konkurencję, z drugiej sprzyja i samym notariuszom, gdyż zmusza ich w większym stopniu do doskonalenia zawodowego i powiększania swojej wiedzy.

Tak więc w wyroku Trybunału Konstytucyjnego nie widzę żadnego zagrożenia dla tej grupy zawodowej. Rozwiązania podobne jak zaskarżone do Trybunału Konstytucyjnego funkcjonują i w stosunku do radców prawnych oraz adwokatów, a nie spowodowały wcale, by nagle tą boczną furtkę jakoś specjalnie atakowano masowym napływem do zawodu.

@RY1@i02/2011/246/i02.2011.246.070000200.101.gif@RY2@

prof. Zbigniew Ćwiąkalski, minister sprawiedliwości w latach 2007 - 2009

prof. Zbigniew Ćwiąkalski

minister sprawiedliwości w latach 2007 - 2009

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.