Murdoch story - dynastia, która nigdy nie powstanie
Źle się dzieje w państwie Ruperta Murdocha. Każda kolejna odsłona kryminalnej maskarady w News International przeczy przekonaniu, że widzieliśmy już wszystko. Szkody, które płyną z tej afery, przeżyją założyciela jednego z największych imperiów medialnych na świecie. Ponadosiemdziesięcioletni Murdoch przewodzi dynastii, która nigdy nie powstanie.
Skandal hakerski to historia, która nie ma końca. Dziennikarze, którzy włamywali się do telefonicznych skrzynek głosowych, siedzą na ławie oskarżonych obok funkcjonariuszy policji, którym zarzuca się korupcję, i menedżerów, którzy to wszystko kryli.
Murdoch wydaje się zagubiony. Zbyt późno zrozumiał wagę sprawy i od tego czasu jest na przemian skruszony, agresywny i poirytowany. Można sobie wyobrazić, co czuje. Pół wieku pracy może pójść na marne.
Haking miał być dziełem jednego nieuczciwego dziennikarza, który szukał plotek o rodzinie królewskiej, a stał się przestępstwem niemal na skalę przemysłową. Ostatni zwrot akcji nastąpił, kiedy firma przyznała się do dyskretnej inwigilacji dwóch prawników reprezentujących poszkodowanych w sprawach o hakerstwo. Operacja obejmowała nawet ich rodziny. Jej celem było prawdopodobnie odkrycie osobistych ułomności, które mogłyby osłabić ich pozycję w sądzie. Niczego nie znaleziono. W przeciwieństwie do włamywania się do skrzynek głosowych tajna inwigilacja nie musi być nielegalna. Jednak sam fakt, że firma Murdocha uznała, iż nie ma nic złego w szpiegowaniu tych, którzy reprezentują ofiary jej nielegalnych działań, wiele mówi o kulturze korporacyjnej "News of the World".
Policja twierdzi, że podsłuchiwanych mogło być kilka tysięcy telefonów. Murdoch zawarł już wartą dwa miliony funtów ugodę z rodziną zamordowanej dziewczynki, do której skrzynki głosowej włamywano się po jej uprowadzeniu. W kolejce czekają dziesiątki innych spraw z powództwa cywilnego. Scotland Yard dokonał 16 aresztowań, a można się spodziewać kolejnych.
Pierwotne przestępstwa i późniejsze wysiłki, by je ukryć, pokazują, że firmy nikt nie kontroluje. To potwierdza, że nie stosowano w niej podstawowych standardów etycznych. Funkcjonowała ona w przekonaniu, że siłą i krzykiem wydobędzie się z każdych opałów. Obaj Murdochowie, ojciec i szykowany na jego następcę syn, są temu winni, bez względu na to, czy wiedzieli o konkretnych przypadkach łamania prawa, czy też nie.
Murdoch zaczynał od gazet. Dziś redakcje zgromadzone w londyńskiej dzielnicy Wapping stanowią jedynie cegiełkę w globalnym imperium, symbolizującą początek jego sukcesów. Teraz piszą jego epitafium.
Tłum. TK
© The Financial Times Limited 2011. All Rights Reserved
Philip Stephens
"Financial Times"
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu