Upadek moralności codziennej
Budzimy się rano, psy na spacer, rozglądam się po ogrodzie, był szczaw, nie ma szczawiu. Równo ścięty, a mieszkamy daleko od centrum wsi, więc trzeba było dojść, o świcie ściąć, a wartość ukradzionego szczawiu - dwa złote. Idę dalej, ktoś miał smak na truskawki, niechby sobie wziął, ale niechby zrywał same truskawki, a nie wyrywał krzaczki z korzeniami. Z boku leżą resztki różnych fragmentów ścinanych i piłowanych drzew, listwy i tym podobne. Upatrzyłem sobie część na podpórki do pomidorów - ale już ich nie ma. A przy tym trzy psy, dwa koty - wydawałoby się, że to solidna siła obronna.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.