Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Opinie

Czym się różni historia od polityki

2 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty

Historia jest pełna mitów. Historie fantastyczne, podkoloryzowane, przekręcone, a nawet całkowicie zmyślone są częścią kultury - i naszej codzienności. Praca historyków polega właściwie na tym, aby te balony fantazji przekłuwać. Pisanie "historyczne" jest dobrym sposobem na zaprowadzenie porządku oraz prawdy. Pod jednym wszelako warunkiem, a mianowicie że ludzie naprawdę mają w głowach te mity. Inaczej walka z nimi robi się co najmniej odrobinę śmieszna - zamiast rycerza walczącego z potworami mamy Don Kiszota wojującego z wiatrakami.

Prosta analiza finansowa wskazuje, że historycy w pierwszym rzędzie powinni wspomóc sektor mitotwórczy. Potem dopiero mity zwalczać. Powinni walczyć o szkołę opisującą historię fałszywie i ciekawie. Fałszywie - aby mogli potem ją prostować. Ciekawie - aby młodzi (a potem starzy), nasączeni wizją historii jako nauki superciekawej, z przyjemnością dowiadywali się potem, jak to było naprawdę. Z tego punktu widzenia podręczniki, nauczyciele, filmy oraz wszelkie pomoce dydaktyczne skupione na tym, aby już w szkole nauczyć, jak to było naprawdę, są złe. Do szpiku kości złe.

Jeżeli po wyjściu ze szkoły już wiemy, że Polacy skorzystali na zaborach, Ordon zmarł we własnym łóżku, a starożytni Grecy potępiali homoseksualizm, to na co komu jeszcze historycy? W XIX wieku, kiedy historia stała się nauką akademicką, jej popularność zapewniało nacjonalistyczne chciejstwo. W Polsce dodatkowo - militarne. Ten styl pisania został zresztą przyjęty powszechnie w krajach europejskich. Zadaniem ówczesnych historyków było nie tyle badanie historii, ile wytwarzanie zbiorowej świadomości, kolektywnego narodowego myślenia. Marksiści dołożyli do tej wizji jeszcze swoje trzy grosze. W dzisiejszych czasach robią to także feministki. Powinniśmy szkołom pozwolić na mitologizowanie historii, bo z przyszłych polemik z "utrwaloną, fałszywa wizją..." etc. będziemy potem żyli.

Polityka jest pełna mitów. Historie fantastyczne, podkoloryzowane, całkiem zmyślone czy tylko przekręcone są częścią naszego tak zwanego politycznego dyskursu. Ale w tym przypadku nie ma żadnego powodu, by pozwolić im wrastać w tkankę narodu. Żadnych uśmieszków, żadnego tłumaczenia, że owszem, "oni" kłamią, ale kłamią w naszej sprawie, przeciw naszym wrogom - i obowiązuje w ocenach fantazji taryfa ulgowa. Nie, nie obowiązuje. Z prawdziwej prawdy można utkać wystarczająco dużo, aby wygrać wybory. Nie trzeba ani nie powinno się iść na skróty i bzdurzyć.

Najnowsze dzieje Węgier, Grecji, Portugalii, Hiszpanii wystarczą za dowód, że fantazje są weryfikowane przez bezwzględnego sędziego - samo życie.

@RY1@i02/2011/102/i02.2011.102.186.002c.001.jpg@RY2@

Jan Wróbel

Jan Wróbel

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.