Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Opinie

Polak wciąż nie potrafi

2 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty

Piotr Pytlakowski i Sylwester Latkowski wydali w zeszłym roku książkę na temat zabójstwa Krzysztofa Olewnika. Trudno powiedzieć, co było w niej bardziej poruszające - opisy działań bandytów czy opis bezładnego śledztwa. Porwanie syna płockiego przedsiębiorcy nie stawia na nogi aparatu ścigania, procedury postępowania są albo nieprzestrzeganie, albo nieistniejące.

A działo się to po więcej niż dekadzie głośnych zbrodni, często komentowanych wyczynów przestępczości zorganizowanej, "marszów milczenia", wreszcie wykroczeń znacznie mniej poważnych, za to dolegliwych i licznych. Trudno powiedzieć, żeby problem przestępczości nie był nagłośniony, omawiany i obecny w świadomości narodu.

Niewiele to zmieniło. Naród był być może przerażony i zagniewany, niemniej nie wymógł na swoim państwie takiej reformy, która zapewniłaby sprawność aparatu ścigania. Owszem, przetoczyła się przez kraj dyskusja o kodeksie karnym, który został nieco (i wystarczająco) zaostrzony - tak jakby jakikolwiek zapis wpływał w decydujący sposób na działania np. policji. Po latach starań wprowadzono instytucję świadka koronnego (dzisiaj trudno w to uwierzyć, ale niejeden prawnik krzywił się na to rozwiązanie). I powołano Centralne Biuro Śledcze. Wykonano również kilka ważnych gestów symbolicznych. Tak na przykład minister Marek Biernacki (wówczas Akcja Wyborcza Solidarność, dzisiaj Platforma Obywatelska) przyznał nagrodę pieniężną policjantowi, który zastrzelił złodzieja samochodów, zamiast biadać nad agresją policji. Za każdym razem taka "reforma" była prezentem władzy wobec biernie oczekującego zbawienia narodu.

Gdyby zestawić te działania z oczekiwaniami, uderza powolność i powierzchowność. Zanim reformy dotarły z Warszawy do Płocka, zdążyło tam urosnąć "Płockie księstwo komendanta" (por. opublikowany niedawno reportaż Bogdana Wróblewskiego oraz Huberta Woźniaka w "Gazecie Wyborczej"). Podobne księstwo urosło w Starachowicach, w podwarszawskich miasteczkach, w Toruniu...

Ile jeszcze takich księstw - w których obowiązuje zasada bezwzględnie egzekwowanych "kontaktów", "pleców" oraz "układów", w których uczestniczy, aktywnie bądź tylko przez zaniechanie, lokalna policja, lokalna prokuratura - powstało w Polsce? Pisało się przy sprawie zabójców Krzystofa Olewnika o naciskach z tajemniczej "samej góry", mających spowalniać i wykrzywiać śledztwo. W mojej ocenie niczego takiego nie było. Była natomiast - u źródeł tej zbrodni - calkowita bezwładność społeczeństwa. Nie naciski z góry, lecz brak wystarczającego nacisku z dołu ukształtował rzeczywistość Polski przełomu wieków.

@RY1@i02/2011/039/i02.2011.039.186.002c.001.jpg@RY2@

Jan Wróbel

Jan Wróbel

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.