Dyskretny urok wielokulturowości
Opublikowane niedawno wyniki brytyjskiego spisu powszechnego pokazują, że wielokulturowe społeczeństwo stało się faktem: po raz pierwszy biali Brytyjczycy są w Londynie mniejszością. W zalewie komentarzy mało kto zadaje sobie pytanie - czy to się komuś opłaca?
Są w Londynie dwa rodzaje sklepów z polską żywnością. Pierwszy to klasyczny polski sklep z polskim sprzedawcą(-czynią), polskimi towarami na półkach, cenami i informacjami o promocjach po polsku, wszystkimi towarami włącznie z pierogami, a nawet kartoflami sprowadzanymi znad Wisły. Drugi to zwykły sklep z żywnością i gazetami, tzw. corner shop, najczęściej prowadzony przez rodziny z południowo-wschodniej Azji, Indii, Pakistanu i Bangladeszu. W tych sklepach, obok sosów curry i kalendarzy z Mekką lub Ganeśem (człowiekiem z głową słonia, hinduskim bogiem pomyślności), wtajemniczeni także znajdą półki z polskimi pierogami. Różnica w biznesowym modelu jest prosta - pierwszy ogranicza się do własnej etnicznej niszy i konkuruje tylko z innymi polskimi sklepami. Drugi przekracza granice i sięga po nowych klientów. Ten pierwszy powstał dzięki brytyjskiej wielokulturowości, ale to ten drugi na niej zarabia.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.