A gdyby tak urzędy współpracowały ze sobą
Niedawno gościłem u siebie wujka, który założył i prowadzi firmę w Niemczech. Nic wielkiego, usługi remontowe, choć biorąc pod uwagę jakość roboty, jaką wujek wykonuje, dla naszego kraju to spora strata. Opowiedział mi, jak wyglądał proces rejestracji jego firmy w Niemczech. Nie opowiadał długo. Otóż przyszedł do urzędu, podał adres, pod jakim firma ma działać, i od tej chwili mógł już legalnie wykonywać swoją działalność.
Nie, na jednej wizycie się nie skończyło. Musiał jeszcze dwukrotnie odwiedzić różne urzędy, ale za każdym razem był zapraszany na określoną godzinę i wypełniał dokumenty, które były już przygotowane. Wszystko to razem zajęło mu może dwie godziny.
Oczywiście, byłem zdziwiony, ale nie szybkością zakładania firmy, tylko tym, że niemieckie urzędy się ze sobą komunikują. Polscy urzędnicy pracują w oddzielnych, jakby hermetycznych pokojach, między którymi nie ma wymiany informacji. To skutkuje stratą czasu obywateli, zarówno przedsiębiorców, jak i zwykłych Polaków, którzy nie żyją z własnej firmy. Jednak także stratą czasu samych urzędników.
Bo przecież dłużej trwa wypełnianie wszystkich druków od początku do końca przez osoby, które często sobie z tym nie radzą, niż wydrukowanie z komputera formularzy, w których niektóre pozycje są już wypełnione. I podobnie - szybciej wprowadza się do sieci część informacji niż wszystkie, zwłaszcza jeśli są często wpisane niewyraźnie. Przy przepisywaniu niełatwo o pomyłki, podczas gdy przy systemie zakładającym wymianę informacji mamy praktycznie ciągłą weryfikację. Wystarczy bowiem standardowe: "Proszę przeczytać i sprawdzić, czy wszystkie dane się zgadzają".
Ta atomizacja życia poszczególnych urzędów wiąże się nie tylko ze zwiększonymi wydatkami oraz niezbyt miłymi relacjami urzędnik - obywatel, lecz także ze zmniejszonymi wpływami.
Najprostszy przykład wiąże się z prawem budowlanym. Wiadomo, że nowo powstałe budynki wymagają dopuszczenia do eksploatacji. Obecnie wygląda to mniej więcej tak, że pojawia się kilku urzędników, wystawiają kwit - i dalej już trzeba biegać samemu. Tylko nie wszyscy mają czas i ochotę tak biegać. W rezultacie wielu budynków po prostu nie ma w ewidencji gminnej, bo nie ma odpowiedniego papieru. Tymczasem podatek gruntowy od domu jest wyższy niż od pustej parceli.
A przecież nie wymagałoby dużych nakładów zobowiązanie inspektorów budowlanych do wpisywania informacji o dopuszczeniu budynku do systemu, który komunikowałby się z systemem gminy. I wpisanie do przepisów, że kwit o dopuszczeniu otrzymywałby obywatel właśnie z gminy wraz z informacją, jakiej wysokości podatek ma do zapłacenia.
Możliwości zaoszczędzenia czasu jest więcej. Przyznam się, że nijak nie rozumiem, dlaczego mimo rozwiniętego obowiązku meldunkowego zmianę prawa jazdy i dowodu rejestracyjnego trzeba załatwiać na własną rękę. Przecież w jednej bazie danych jest informacja, że dana osoba przeniosła się z jednego miejsca na drugie, a w drugiej bazie - że wystawiono na nią prawo jazdy i zarejestrowano samochód. Aż się prosi o skomunikowanie tych baz, wskutek czego obywatel dostawałby prośbę o stawienie się w urzędzie o takiej godzinie po odbiór nowego prawa jazdy i tablic rejestracyjnych.
Swoją drogą to także jest zbędny obowiązek - skoro służby publiczne wiedzą, gdzie dany obywatel mieszka, zmiana tablic nie jest konieczna. To byłaby oszczędność i dla obywateli, i dla urzędów (choćby na czasie, jakiego potrzeba na wypełnienie dokumentów). Wszystko dałoby się ograniczyć do wymiany prawa jazdy, gdyż tam jest adres, na który w razie czego trzeba będzie wysłać mandat. Tylko że policja mogłaby wyszukiwać obywatela nie po adresie z dokumentu, ale po PESEL-u, i mandat mógłby trafić do właściwego domu.
Taka wymiana informacji byłaby korzystna i dla urzędów, i dla obywateli. I umożliwiałaby szybsze wyławianie tych, którzy dzięki brakowi komunikacji unikają płacenia podatków, biorą nienależne świadczenia itd. Przede wszystkim zaś szybka obsługa spowodowałaby, że Polacy zaczęliby nabierać przeświadczenia, że urzędy, a więc i państwo, są dla nich. Obecnie raczej żyją w przeświadczeniu, że wszystkie te dziury prawne i administracyjne, przeciąganie spraw, zmuszanie ludzi do tracenia czasu, świadczą o tym, że państwo jest dla tych, którzy lubią pływać w mętnej wodzie. Bo oni z obecnego systemu czerpią największe korzyści.
Urzędnicy pracują w oddzielnych światach, między którymi nie ma wymiany informacji
@RY1@i02/2012/235/i02.2012.235.00000110a.803.jpg@RY2@
Marek Siudaj, kierownik działu branże i firmy
Marek Siudaj
kierownik działu branże i firmy
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu