Gospodarka wygrywa z aborcją
Mam wrażenie, że w polskim społeczeństwie zachodzą poważne zmiany. Opinia publiczna już nie daje sobą manipulować i nie odwraca uwagi od spraw naprawdę istotnych. W ostatnich tygodniach uwaga ludzi koncentruje się na sprawach gospodarczych, pracy i bezrobociu, możliwościach wzrostu gospodarczego i nie omija administracji rządowej w tym zakresie. I to jest bardzo pocieszające. Praktyka pokazuje bowiem, że silna presja opinii publicznej jest w stanie zmuszać rządzących do działania i wymuszać zmiany.
Nie wiem, czy świadomie, czy nie, ale w ostatnim czasie mieliśmy sporo prób skierowania uwagi obywateli na inne rzeczy niż gospodarka. Finanse Kościoła - spotkały się z wątłym zainteresowaniem. In vitro - nie zdominowało debaty publicznej. Nawet bomba termojądrowa w postaci ustawy antyaborcyjnej nie przykryła spraw gospodarczych. Każdy z tych tematów, jeszcze powiedzmy 5 lat temu, stłamsiłby wszystko inne. O niczym innym by się nie mówiło. Tym razem tak się nie stało.
Nie twierdzę, że te sprawy nie są ważne. Niemniej próby wysuwania ich na front w dość trudnej sytuacji gospodarczej, w obliczu stagnacji czy recesji i groźby poważnego wzrostu bezrobocia, się nie powiodły. Polacy w większości potraktowali to jako temat zastępczy i nie rozpalili się do czerwoności.
Właściwie jedynym tematem, który na chwilę zepchnął gospodarkę do kąta, była sprawa "afery dachowej" oraz "bohaterów Basenu Narodowego" (takiego sformułowania użył nawet premier). A i też nie do końca, bo przy tej okazji zadano wiele ważnych pytań.
"Afera dachowa" pokazała problemy całego państwa. Okazuje się, że nie ma winnych. Jedynymi ofiarami "afery dachowej" są skazani "bohaterowie Basenu Narodowego", dla których internet domagał się dożywotniego miejsca w loży VIP na meczach reprezentacji. Po stronie administracji - winnych nie ma i nie będzie. Każdy woła "to nie ja". Można powiedzieć, że w sprawie "afery dachowej" mamy już regularne rozgrywki ligowe, w których drużyny NCS, PZPN i Ministerstwa Sportu przerzucają się wzajemnymi oskarżeniami. Ale winnych nie będzie, no chyba, że pan od wciśnięcia guzika czy zakręcenia korbką.
Nie wiem, czy to celowe, czy przypadkowe, ale nasz system, chyba w każdej dziedzinie, jest tak skonstruowany, że w zasadzie niemożliwe jest ustalenie personalnej odpowiedzialności za cokolwiek. Tworzy się skomplikowane struktury, rady, komitety, organizacje chyba tylko po to, by nie można było wskazać winnego, kiedy coś się stanie. Nawet w sprawie ustalania stóp procentowych nie uczyniono odpowiedzialnym za to prezesa NBP, tylko powołano radę i znowu, jakby co, winnych nie ma.
Jeśli przedsiębiorstwo upada - odpowiedzialny jest za to (i ponosi konsekwencje finansowe) jego właściciel. Nie zarząd, jak lubią mówić niektórzy właściciele, którym powinęła się noga. Zarząd może zostać zmieniony przez właściciela. W administracji Rzeczypospolitej Polskiej taka odpowiedzialność nie istnieje i chyba najwyższy czas, żeby to zmienić.
Niemniej "afera dachowa" ucichnie, "bohaterowie Basenu Narodowego" odbiorą należne hołdy od narodu, a my ponownie znajdziemy się w rzeczywistości i znowu powróci temat: gospodarka. Bardzo się cieszę, że ludzie coraz bardziej dostrzegają, co jest naprawdę najbardziej istotne dla ich indywidualnego szczęścia. Trudno przesądzić, czy z tej dyskusji coś wyniknie, czy nie. Ważne w tej chwili jest to, że ona się toczy w głównym nurcie, a nie tylko w salkach konferencyjnych think tanków i mediów.
@RY1@i02/2012/207/i02.2012.207.00000110a.802.jpg@RY2@
Cezary Kaźmierczak, prezes Związku Przedsiębiorców i Pracodawców
Cezary Kaźmierczak
prezes Związku Przedsiębiorców i Pracodawców
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu