Bez karalucha. Masaż gratis. Hotelarze frontem do klienta
W kultowej powieści "Hotel Bertram" Agathy Christie gość, który podejmie decyzję o spędzeniu nocy w tym przybytku, ryzykuje, że pożegna się z całą gotówką, jaką ma przy sobie, a nawet z życiem. Nie słyszałam wprawdzie, aby grasowała w naszym kraju jakaś szajka mordująca bezbronnych turystów, ale jeśli chodzi o łupienie ich z pieniędzy - owszem. Do niedawna biznes hotelarski był traktowany przez wielu właścicieli jako prosty sposób na obdarcie klientów z finansowej skóry. Za najpodlejszy pokój z wytartą wykładziną i szarą pościelą (w promocji: przyrządzona w mikrofalówce jajecznica na śniadanie plus karaluch) trzeba było zapłacić fortunę. Średnia cena noclegu przekracza u nas 270 zł, więc ktoś nas tu trochę naciąga. Ale na tym polega wolny rynek: towar jest wart tyle, ile klient zechce zapłacić. Jak podaż jest mała, amatorzy zaciskają zęby i odliczają banknoty. Jeśli zwiększa się podaż - klienci zaczynają przebierać i grymasić.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.